Siedmiogrodzkie kościoły warowne

Valea Viilor, Mosna, Alma Vii, Richis, Biertan – pięć z wielu siedmiogrodzkich kościołów warownych.
Kościoły warowne to dla mnie jeden z fenomenów Rumunii, a dodatkowo są to obiekty występujące jedynie w tym kraju, co czyni zwiedzanie ich szczególnie mnie fascynującym.
Są to budowle wzniesione tutaj przez głównie przez Sasów siedmiogrodzkich, czyli zamieszkujących Siedmiogród od XII wieku osadników niemieckich.
Osadnicy sascy przybywali na podstawie decyzji węgierskiego króla Gejzy II (1141-1162). Byli cenieni za swą gospodarność (jak to Niemcy), jak również znajomość górniczego fachu, przydatną w znajdujących się tu górskich kopalniach.
Do II wojny światowej Niemcy stanowili istotną składową mieszkańców Siedmiogrodu. Wielu z nich stało się zwolennikami nazizmu, a Rumunia była podczas wojny sojusznikiem Niemiec. Bezpośrednio po zakończeniu wojny, w odróżnieniu np. od Polski, nie doszło tu do masowych przesiedleń ludności niemieckiej, niemniej Sasi byli źle traktowani, wielu z nich skonfiskowano ziemie i domy, a 30 tys. z nich trafiło do ZSRR na roboty przymusowe, po zakończeniu których często byli odsyłani do Niemiec czy Austrii. Pod koniec lat 50 XX wieku sytuacja tutejszych Niemców zaczęła się poprawiać, a po upadku komunizmu wielu Sasów wyjechało na stałe do Niemiec. Za możliwość wyjazdu RFN płaciła w twardej walucie, a reżim Ceasescu potrzebował dewiz. Zresztą podobna akcja miała miejsce w PRL na Górnym Śląsku i była zwana "łączeniem rodzin".
Kościoły warowne były wznoszone od XIII wieku, potem często były przebudowywane i umacniane, a ich obronny charakter był spowodowany chęcią obrony ludności przez najeźdźcami, najpierw Mongołami, a później Turkami Osmańskimi. Ważne było stworzenie osadnikom umocnień i fortyfikacji mogących zapewnić im schronienie i bezpieczeństwo, a najprostszym sposobem było umocnienie murowanych kościołów.
Budowle te, wznoszone i przebudowywane w celach obronnych, mają dużo cech wspólnych: potężne i grube mury kościelne, niewielkie okna, wysokie wieże mające znaczenie obserwacyjno-obronne oraz grube mury obronne, w których wnętrzach znajdowały się często pomieszczenia gospodarcze i mieszkalne dające schronienie ludności na krótki czas. Kościoły te z racji swej wielkości dominują w krajobrazie siedmiogrodzkich wsi i są widoczne z daleka. Można wysnuć pewną analogię z włoskimi miasteczkami, gdzie w otoczeniu kamieniczek na głównym placu stoi potężna katedra, ale tu przez fakt, że kościoły otoczone są wiejskimi domami, to kontrast między nimi a resztą wsi jest jeszcze większy.
Trzy lata temu podczas naszych pierwszych rumuńskich wakacji i pobytu w Braszowie oglądaliśmy kościół warowny w Viscri oraz kościoły warowne w Prejmer i Harman - cechą wspólną tych dwóch ostatnich była naprawdę rozbudowana część mieszkalna zlokalizowana w celach znajdujących się po wewnętrznej stronie murów, w kościołach opisanych w tej relacji jest ona znacznie skromniejsza, ale pierścień murów obronnych nadal potrafił dać schronienie mieszkańcom. Jeśli macie ochotę przeczytać relacje z Viscri, Prejmer i Harman, to są one tutaj:



Kościoły te są dość podobne do siebie, niektórzy mogą uznać, że ta powtarzalność obniża ich atrakcyjność, ale dla mnie one są obiektem fascynacji, a ich podobieństwo wcale mnie nie zniechęca. Potwierdzeniem wyjątkowości tych kościołów jest wpisanie siedmiu z nich pod sam koniec XX wieku na listę światowego dziedzictwa UNESCO (Biertan w roku 1993, pozostałe sześć lat później):

1. Biertan
2. Viscri 
3. ValeaVillor
4. Prejmer
5. Saschiz
6. Dariju
7. Calnic

Dwa z nich mamy już odwiedzone.

W relacji opiszę pięć kościołów znajdujących się w rejonie miasteczka Medias. Poza pierwszym opisywanym tu kościołem w Valea Viilor, reszta tworzy atrakcyjną pętlę z Medias, z kościołami odległymi od siebie o kilkanaście minut jazdy samochodem, a przejazd całej pętli liczącej 60 km zajmie ponad godzinę. Wieś Valea Viilor jest położona bardziej na zachód, ale dojazd do niej z Medias to też ok. 20 minut jazdy autem. Istotne jest również to, że będę chciał pokazać wam również dalsze i bliższe otoczenie kościołów oraz miejsca, których na próżno szukać w innych blogowych relacjach. Taka moja słabość, że jak coś zwiedzam, to lubię sobie gruntowanie pomyszkować po okolicy.

1. Valea Viilor

Choć kościół ten znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, to chyba położenie poza utartymi szlakami powoduje, że zwiedza go mało osób, głównie koneserzy. Wejście do kościoła jest płatne, kosztuje 10 lei od osoby, ale nie da się wejść tak po prostu - na bramie wejściowej widnieje numer telefonu, pod który trzeba zadzwonić i przyjedzie pani z obsługi. To też świadczy o braku zainteresowania turystów.
Dzwonimy i pani przyjeżdża po kilku minutach na rowerze. Najwyraźniej jej stała obecność nie jest potrzebna. Ważna uwaga: choć w Rumunii płatności kartowe są bardzo powszechne, to gotówka zawsze się przydaje, np. tutaj. Pani nam wydaje bilety sygnowane przez jakąś lokalną organizację, podobne bilety dostaniemy w następnych kościołach, ale płatność jest możliwa tylko gotówką. Dopiero w Biertan, kościele odwiedzanym przez wielu turystów, będzie można zapłacić kartą.
Wraz z nami wchodzi dwójka innych turystów, jest nas w sumie pięć osób. Pani bez żadnego wstępu zaczyna opowiadać po niemiecku. Cóż, Siedmiogród. Na szczęście jedna osoba z naszej trójki zna niemiecki i jest w stanie wyłapać co nieco z opowieści.
W małym pomieszczeniu przy bramie wejściowej znajduje się niewielka ekspozycja dotycząca miejscowości, kościoła i samego Siedmiogrodu.
Budynek wraz z otaczającym go murem obronnym powstał na przełomie XV i XVI stulecia, prawdopodobnie na miejscu istniejącej wcześniej romańskiej świątyni. Kościół i mury go otaczające są w stanie średnim, do niedawna budowla popadała w ruinę, ale w ostatnich dziesięciu latach wykonano tu podstawowe prace remontowe: został uszczelniony przeciekający dach, wzmocniono mury oraz zabezpieczono niebezpieczne wejście na wieżę. Tyle. Niemniej ta surowość murów oraz ogólne mniejsze i większe zaniedbanie stanowią dla mnie wielką wartość i stanowią o atrakcyjności miejsca.
Daleko obiektowi do wymuskania świeżo odrestaurowanych zabytków i to dla mnie stanowi dla mnie nieodparty urok siedmiogrodzkich kościołów warownych. Można znaleźć w Siedmiogrodzie kościoły w dużo gorszym stanie technicznym, niektóre z nich nie są z tego powodu w ogóle udostępniane do zwiedzania. Jest tu tych kościołów mnóstwo, o czym się można przekonać na mapach wiszących w tutejszym mini-muzeum.

kościół warowny w Valea Viilor

mini muzeum przy kościelnej bramie

mapa wiejskich i warownych kościołów Siedmiogrodu

Zwiedzanie rozpoczynamy od wyjścia na jedną z trzech wież kościoła. Rozpościera się z niej ciekawy widok na wieś i okolicę, choć nieco ograniczony sporym i nisko opadającym dachem wieży. Domy są typowe dla siedmiogrodzkich saskich wsi: zwarta zabudowa, kolorowe elewacje i rude dachówki. Pod dachem wisi dzwon, napisy na nim są oczywiście po niemiecku.
Wnętrze kościoła jest surowe, typowe dla ewangelickich świątyń. To typ świątyni halowej zakończonej półkolistą apsydą, o sklepieniu sieciowym na jednakowej wysokości w całym obiekcie.
Wewnątrz murów obronnych biegnie niewielka ceglana galeria znajdująca się przy zniszczonych w latach sześćdziesiątych XX wieku pomieszczeniach, w których mieszkańcy mogli szukać schronienia w czasie ataku nieprzyjaciela.
Kończymy zwiedzanie kościoła, idziemy obejrzeć wieś Valea Viilor. Uwagę naszą przyciągają dwie znajdujące się w pobliżu świątynie. O ile pierwsza – greckokatolicki kościół pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Swiętego to nie wyróżniająca się niczym szczególnym świątynia położona przy ulicy, to druga – cerkiew archaniołów św. Michała i św. Gabriela jest o wiele bardziej interesująca.
Pomimo tego, że ta druga jest zamknięta, to jej ciekawe otoczenie powoduje, że warto tu zajrzeć.
Przy okazji oglądamy też wiejską zabudowę i dominujący nad nią kościół warowny.
Po drobnych zakupach w zlokalizowanym obok kościoła warownego sklepiku spożywczym wracamy do Medias zwiedzić to miasteczko. Moją relację z jego zwiedzania można przeczytać tutaj:

2. Mosna

Pierwszy kościół obejrzany drugiego dnia zwiedzania, na początek samochodowej pętli z Medias. To jeden z większych siedmiogrodzkich kościołów warownych, pierwszy widok na niego, jaki mamy spod zaparkowanego przy siedzibie lokalnych władz samochodu, naprawdę robi wrażenie. Kościół został wzniesiony w XIV wieku oraz gruntownie przebudowany pod koniec XV wieku. Według badań archeologicznych został wybudowany na planie dawnej gotyckiej bazyliki. Jest on otoczony wysokim na 9 metrów murem z pięcioma wieżami oraz mocno ufortyfikowaną bramą. W wieżach tych nadal zachowane są cele, w których chronili się mieszkańcy w razie ataku, a potężne fortyfikacje zapewniały im spore bezpieczeństwo. Bilet do kościoła kosztuje 10 lei, tyle samo co w Valea Viilor, tyle że pani z obsługi jest cały czas na miejscu.

kościół warowny Mosna
W kościele piękne sklepienie sieciowe oparte na smukłych filarach. Konstrukcja kościoła jest zbliżona do tej z Valea Viilor. Na miejscu oryginalnego ołtarza, przeniesionego do kościoła w Cincu znajduje się obecnie składany tryptyk z 1834 roku.
Napisy na ołtarzu po niemiecku.
Co mi się najbardziej podoba w tym kościele, że naprawdę jest tu dużo do obejrzenia. Osoby lubiące myszkować po różnych zakamarkach, takie jak ja, będą na pewno usatysfakcjonowane - ten kościół to nie tylko hala główna, ołtarz i chór, ale właśnie mnóstwo takich małych smaczków do odkrycia, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Czuć wszędzie zapach historii, takiej jakby nie sprzątanej od wieków. Może się zakręcić w głowie.
Zaczynam od małej ekspozyji historyczno-etnograficznej.
Galeryjka z wejściami do cel.
Na ścianie deska z trójjęzycznym napisem po węgiersku, niemiecku i rumuńsku: "zakaz szybkiej jazdy na moście zagrożony karą 10 koron".
Zakrystia ze sklepieniem sieciowym i mini lapidarium.
Epitafium Simona Hermanna, prawdopodobnie miejscowego pastora, pochodzące z XVIII wieku.
Tablice pamięci żołnierzy poległych w I i II wojnie światowej.
Ekspozycja poświęcona pamięci Stephana Ludwiga Rotha - żyjącego w latach 1796-1849 wybitnego pastora luterańskiego, pedagoga i działacza politycznego, walczącego o równouprawnienie językowe i polityczne dla wszystkich grup etnicznych Siedmiogrodu, straconego w 1849 roku po Wiośnie Ludów przez władze węgierskie.
Zaglądam np. za niewielkie drzwiczki znajdujące się z boku kościoła. Ciasne i kręte schody wyprowadzają mnie nad sklepienie zakrystii, a potem jeszcze wyżej, na poddasze kościoła.
Wychodzimy pod mury obronne. Koleżanka zauważa, że wiele tutejszych schodów i drabin prowadzących na wieże czy też różne pięterka jest albo wąskich, albo w złym stanie i w polskich kościołach czy muzeach na pewno byłby zakaz wchodzenia po nich.
Jedna z wież jest podparta rusztowaniem mającym zabezpieczyć ją przez runięciem. Identyczne rusztowanie podpiera ją od drugiej, zewnętrznej strony.
Ruiny dawnej kaplicy.
Jeszcze jedno pomieszczenie w murach skrywające m.in. miechy kowalskie i stare centralki telefoniczne.
Opuszczamy kościół w Mosnej wyjściem znajdującym się po drugiej stronie. Przed nami samochodowa podróż przez siedmiogrodzkie odludzia, bo zbaczamy z głównej drogi. Jedziemy do Alma Vii.

3. Alma Vii

To drugi kościół na trasie naszego dzisiejszego zwiedzania, a w relacji trzeci. Na podstawie obejrzanych zawczasu map uważam, że będzie ciekawiej nie poprzestawać tylko na kościele warownym, łączymy obejrzenie go ze spacerem po wsi, gdzie wytyczamy sobie następującą trasę:

 
Parkujemy na skrzyżowaniu przy drodze prowadzącej pod kościół i w głąb wsi. Kościół położony na wzgórzu jest naszym pierwszym celem. Widok budowli wznoszącej się nad kolorowymi saskimi domkami wg mnie jest jednym z bardziej ikonicznych pejzaży Siedmiogrodu.
Kościół został wzniesiony na przełomie XIII i XIV wieku, a w wieku XVI został otoczony murami obronnymi. W 1966 roku nieco uporządkowano obiekt, usuwając różne współczesne „dodatki", a w latach 2019-2024 kompleks przeszedł renowację, szczególnie widoczną na murach obronnych i na zewnątrz kościoła, bo jego wnętrze nadal tchnie „duchem starych czasów".
Kościół warowny otoczony jest murem, zaś sam mur otoczony jest drzewami dającymi trochę ochłody i cienia, co może być ważne w upalny dzień. Pod koniec maja jeszcze nie ma tragedii w tym względzie. Bilet wstępu kosztuje 12 lei.
Główną atrakcją zwiedzania w tym przypadku jest galeryjka prowadząca wewnątrz murów obronnych oraz jedna z czterech wież – Wieża Bramna, z której można obejrzeć całą okolicę oraz bryłę kościoła.
W pozostałych wieżach i salach niewielkie ekspozycje.
Sam kościół jest pozbawiony ołtarza oraz wszystkich elementów liturgicznych. W miejscu ołtarza są rozstawione rusztowania, a sama apsyda przesłonięta jest płachtą. Rusztowania niekoniecznie mogą świadczyć o jakichś pracach remontowych, mogą sobie tu tak stać od lat, wcale bym się nie zdziwił. W ramach myszkowania idę sobie na chór. To kolejne miejsce, gdzie widać upływ czasu, tym razem widoczny w pożółkłych i zetlałych kartach z nutami.
Przy kasie jest czynny bufet, ale oferuje tylko napoje. Zamawiamy kawę oraz herbatę i zasiadamy przy stolikach stojących przed bramą wejściową, w cieniu drzew. Sielankowo jest. Można sobie tu wcześniej zamówić obiad, choć dotyczy to tylko grup turystycznych, a nie turystów indywidualnych.
Po przyjemnie spędzonej chwili przy napojach schodzimy na dół i idziemy na spacer po wsi. Ładna i kolorowa saska zabudowa przykuwa wzrok. Oznaczony na niektórych mapach sklep spożywczy okazuje się być fatamorganą.
Na naszej drodze budynek na kształt dworku cerkiew z niewielkim cmentarzem.
Ze ścieżki wiodącej nad wsią są widoki na wzgórze z kościołem warownym, zaś na samą wieś nieco rozczarowujące - spodziewałem się zobaczyć więcej, ale roślinność sporo zasłania. Domy Alma Vii najlepiej widać pod sam koniec. Niemniej ten krótki spacer uważam za ciekawy i wart wykonania.

4. Richis

Kolejna wieś, dość duża, kolejny kościół. Niemniej trudno mu przyznać miano warownego, nie posiada on wokół siebie owalnego muru obronnego z wieżami. Jest tylko jedna wieża przy wejściu.
Za to we wsi jest czynny sklep spożywczy.
Kościół został wzniesiony w drugiej połowie XIV wieku, w ciągu dwóch następnych stuleci przeszedł przebudowę i przejęcie przez ewangelików, w roku 1704 w czasie powstania Rakoczego został splądrowany i częściowo zniszczony, a kolejne straty przyniosło trzęsienie ziemi w 1977 roku. Obecny stan kościół zawdzięcza renowacji z lat 1983-1989. Wejście do kościoła kosztuje 15 lei, bilet kupuje się w biurze informacji turystycznej. Po oszacowaniu kosztów względem tego, co widać przez oszklone, ale zamknięte drzwi świątyni, decydujemy zaoszczędzić trochę pieniędzy i poprzestać na obejrzeniu kościoła „przez szybkę" oraz z zewnątrz. Mnie odstraszyły też pochodzące z wiarygodnych źródeł informacje, że w pakiecie z biletem otrzymujemy ponurego typa - ochroniarza, który łazi za nami krok w krok po kościele, czym odbiera sporo z przyjemności zwiedzania.
Zaoszczędzone w ten sposób leje postanawiamy częściowo przeznaczyć na wsparcie lokalnego biznesu w postaci zakupów w sklepie, które spożywamy w cieniu drzew rosnących pod świątynią. Według mnie nie ma czego żałować.
Przed nami najbardziej znany z odwiedzanych dziś kościołów warownych.

5. Biertan

Okazały i jeden z najsłynniejszych siedmiogrodzkich kościołów warownych. To pierwszy kościół, przy którym można zauważyć większą turystyczną infrastrukturę w postaci restauracji, parkingu, stoisk z pamiątkami itp. Bilet też jest najdroższy - 20 lei, za to można już płacić kartą.
Pierwsze pisemne wzmianki o kościele pochodzą z początku XV wieku, a dzisiejszy kształt świątynia zawdzięcza przebudowie w początku XVI wieku, gdy kościołowi został nadany kształt trójnawowego kościoła halowego z gwiaździstym sklepieniem oraz wznoszonym aż do XVII wieku fortyfikacjom. Silne umocnienie kościoła: cztery baszty z galeriami dla obrońców kościoła, cztery mniejsze baszty oraz trzy pierścienie murów obronnych spowodowały, że kościół w Biertanie nigdy nie został zdobyty przez najeźdźców. Fortyfikacje dawały duże poczucie bezpieczeństwa rezydentom kościoła, dlatego też przez cztery stulecia, aż do XIX wieku rezydowali tu biskupi luterańscy. Parkujemy przy głównym placu.
Wejście na teren kościoła prowadzi przez zadaszone schody. Podobne widziałem przy kościele na wzgórzu w Sighisoarze.
Przy wejściu do kościoła wisi ostrzegawcza tabliczka, w pewnym sennie też już historyczna, choć pochodząca tylko z 2020 roku.
Wnętrze świątyni jest utrzymane w typowym i surowym ewangelickim stylu, niemniej w kościele i w jego otoczeniu warto zwrócić uwagę na kilka przedmiotów i miejsc.
Uwagę przykuwa późnogotycki ołtarz skrzydłowy z przełomu XV i XVI wieku, wysoki na 16 metrów, zawierający 28 malowanych scen z życia Chrystusa i Marii.
Tablica upamiętniające poległych w I wojnie światowej, ufundowana przez Rumunów na emigracji. Wzmianka o „rodakach w Ameryce” na dole tablicy odnosi się do fali emigracji Sasów do Stanów Zjednoczonych na przełomie XIX i XX wieku. Emigranci ci często utrzymywali bliskie kontakty z rodzinnymi stronami i współfinansowali tego typu pomniki oraz renowacje w swoich dawnych parafiach po zakończeniu wojny.
Siedemnastowieczne epitafium upamiętniające zmarłego, prawdopodobnie Martina Schustera, mocno już zniszczone.
Zakrystia, do której wejścia bronią drzwi z imponującym, wieloryglowym zamkiem.
Liczne wieże obronne.
Mauzoleum ewangelickich biskupów z ozdobnymi płytami nagrobnymi.
Późnogotyckie freski znajdujące się w jedynej katolickiej kaplicy w kompleksie warownym, udostępnionej katolikom po przejściu większości mieszkańców Biertan na luteranizm.
Dom rozwodowy - w domu tym umieszczano niegdyś na 14 dni małżeństwa pragnące rozwodu. Miały one do dyspozycji jeden stół, jedno łóżko, jeden zestaw sztućców. Trzymano ich w tym domku, aż ich odeszły myśli o rozwodzie. Ponoć przez kilkaset lat po „kwarantannie" rozstała się tylko jedna para. Chyba odbyło się bez formalnego rozwodu, bo rozwody kościelne (pardon, „unieważnienia małżeństw") to stosunkowo nowy zwyczaj.
Alejka prowadząca pod kamiennymi łukami – sprowadza nas ona pod zewnętrzną linię murów obronnych, znajduje się obok głównej pętli zwiedzania. Niestety, po jej przejściu i dotarciu pod mury, dalsze zwiedzanie nie jest już możliwe. Mimo tego warto tu zajrzeć.
Na koniec coś, co nie jest to ekspozycją sensu scricte, ale widokiem dla mnie jest wartym odnotowania. Z murów Biertan można obejrzeć sielski i piękny krajobraz siedmiogrodzkich wzgórz i wiejskich zabudowań.
Po zwiedzeniu kościoła warownego udajemy się jeszcze na znajdujący się nad wsią wyszukany przeze mnie punkt widokowy. Częściowo podjeżdżamy tam samochodem pod skrzyżowanie ścieżek, a potem idziemy pieszo szlakiem oznaczonym na mapie pomarańczowym kolorem, będącym jednocześnie ścieżką rowerową.
 

w drodze na punkt widokowy nad Biertanem

Punkty widokowe są dwa, nie zwiedźcie się kiepską jakością pierwszego, bo jakieś 100 metrów dalej jest drugi, dużo lepszy, z rozległym widokiem. To jest ten punkt z charakterystycznym niewielkim słupkiem który jest oznaczeniem długodystansowej trasy pieszej „Via Transilvanica" prowadzącej z południa na północ Rumunii, o długości 1428 km. Widać stąd nawet na horyzoncie ośnieżone Fogarasze, odległe o ponad 60 km. Przydaje się teleobiektyw, zabrany dziś specjalnie pod kątem tego miejsca, bo we wcześniej odwiedzanych wsiach i kościołach nie był potrzebny.

pierwszy punkt widokowy nad Biertanem

drugi punkt widokowy nad Biertanem

kościół warowny w Biertanie

Fogarasze na horyzoncie

pagórkowaty krajobraz wiejskiego Siedmiogrodu

Widokiem na Biertan kończymy naszą wycieczkę po siedmiogrodzkich kościołach warownych. Była ona dla mnie wielkim przeżyciem. O ile nie lubię chodzić po muzeach, to te kościoły były dla mnie takim wielkim dotknięciem historii na żywo, o wiele bardziej namacalnym niż niejedna muzealna ekspozycja. A że pochodziliśmy też trochę po okolicy, to te piękne budowle nabrały odpowiedniego kontekstu krajobrazowego, co też sobie bardzo cenię.
Z moich wszystkich pozagórskich wycieczek w Rumunii ta mi się spodobała najbardziej. Absolutnie.

Sebastian Słota

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rok temu w Alma Vii była wystawa, widać, że ją już zakończyli. I widzieliśmy tam dwie osoby na obiedzie, zresztą pamiętam chyba jakiś cennik, więc była możliwość zamówienia indywidualnie jedzenia.

    A co do rozwodów - u ewangelików część odłamów je dopuszcza w szczególnych przypadkach, inne akceptują rozwody cywilne (ale wiadomo, że to nie te czasy, co kościoły warowne)

    OdpowiedzUsuń
  3. A kościół w Richis jest w środku rzeczywiście ciekawy i gdyby nie ten ponury typ, to uznałbym wnętrza za jedne z bardziej interesujących!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

TOP 5

Na Tuł Szlakiem Cisownickim