Półwysep św. Wawrzyńca - na wschodnim skraju Madery

Na styku nieba, gór i morza.


Półwysep św. Wawrzyńca to miejsce odmienne od reszty Madery, a przy tym równie piękne (czy są na tej wyspie miejsca niepiękne, wie ktoś?).

Większość wyspy (poza najwyższymi górami) jest kwitnąca i zielona przez cały rok, nie bez powodu Madera nazywana jest wyspą kwiatów. Położony na północno-wschodnim skraju wyspy Półwysep św. Wawrzyńca (po portugalsku: Ponta De Sao Lourenco) odróżnia się krajobrazem i wygląda tak "niemaderyjsko". Jest to cypel o długości kilku kilometrów, ostro wrzynający się w Ocean Atlantycki, uformowany z wulkanicznych skał. Przez półwysep wiedzie szlak turystyczny oznaczony symbolem PR 8. Faktem jest, że na zdjęciach półwyspu z okresu jesienno-wiosennego można go zobaczyć pokrytego zieloną trawą, natomiast w czerwcu, podczas naszego pobytu, trawa miała znany mi ze "złotej polskiej jesieni" i jakże lubiany przeze mnie złoto-żółty kolor.

Na wycieczkę na półwysep można się wybrać:
  1. Z jednym z licznym lokalnych biur podróży, co jest rozwiązaniem przeze mnie niepolecanym, chyba że ktoś nie dysponuje prawem jazdy. Według mnie samodzielnie jest dużo lepiej zwiedzać półwysep.
  2. Samochodem - ta opcja jest najdroższa, ale pozwala na bardzo indywidualne dobranie pory zwiedzania półwyspu np. na rozpoczęcie zwiedzania o wschodzie słońca. Dla osób mających obawy co do zwiedzania Madery samochodem z uwagi na kręte i strome drogi mam informację, że akurat dojazd na półwysep jest łatwy.
  3. Autobusem - jeśli mieszkacie w Funchal albo na wschodnim wybrzeżu, to jest to najtańsza opcja - bilet z Funchal w obie strony kosztuje 6,10 EUR, przejazd autobusem jest o tyle ciekawy, że nie jedzie on drogą szybkiego ruchu Via Rapida, ale przejeżdża przez miejscowości wybrzeża lokalnymi drogami, co pozwala cieszyć się ciekawymi widokami zza szyb autobusu. My wybraliśmy tę opcję - dojazd autobusem z Funchal. Na Baia d'Abra jedzie autobus nr 113 sieci SAM.
Jazda autobusem czy autem po Maderze to atrakcja sama w sobie. Zaraz po opuszczeniu Funchal nasz dość sfatygowany autobus zaczyna się z głośnymi pomrukami wspinać na wzgórza Madery. Wyjmuję aparat z plecaka i zaczynam uwieczniać mijane po drodze krajobrazy. Pewnym utrudnieniem są pleksiglasowe szyby tego autobusu nie pierwszej nowości, ale jakoś daję radę.

wschodnie krańce Funchal

gdzieś po drodze

na horyzoncie nad blokami wyspy Ilhas Desertas


lotnisko w Santa Cruz i Półwysep św. Wawrzyńca na horyzoncie

przejazd nad Via Rapida

Tu pozwolę sobie na odrobinę autopromocji i dygresji jednocześnie. Zdjęcia z autobusu wrzuciłem wcześniej na swój facebookowy profil. Jedna z czytelniczek powiedziała, że nie wierzy mi, że te zdjęcia są robione z autobusu, bo jej takie ładne nie wychodzą. Zapytałem, czym je robi, komórką? Trafiony, zatopiony, odpowiedź: "tak". Moi drodzy, komórka nie jest lekiem na całe zło, trawestując klasyczną piosenkę Krystyny Prońko.

maderyjskie wybrzeże z autobusu

Droga na półwysep kończy się na parkingu w Baia d'Abra. Stamtąd rozpoczyna się trasa na półwysep, która prowadzi aż na górę Pico do Furado. Pod koniec jest tam niewielka pętla, ale większość trasy przechodzi się tą samą ścieżką, która jednakże nie pozwala się nudzić po drodze.

parking w Daia d'Abra

pejzaż Półwyspu św. Wawrzyńca, na horyzoncie wyspy  Ilhas Desertas


Do lotniska w Santa Cruz tu niedaleko, co chwila przecinają horyzont lądujące samoloty.

Ruszamy w trasę. Na półwyspie pogoda jest fajna, świeci słońce, wieje lekki wiatr, za to nad górami wnętrza Madery wiszą chmury. Maderyjska codzienność, przynajmniej podczas naszego urlopu.


Droga ma charakter lekko górski, choć jest dobrze przygotowana: jest równa i szeroka, początek ścieżki jest wyłożony drewnianymi deskami. Trasa nie jest trudna, wiedzie naprzemiennie trochę w górę, trochę w dół, w przedziale 20-120 metrów nad poziom morza, a na końcu wspina się na najwyższy punkt półwyspu, górę Pico do Furado, wznoszącą się 170 metrów wysokości ponad poziom morza i to jest tu namacalne, bo wędruje się wprost nad oceanem. Z kolei na najniższym punkcie na trasie można zejść do przystani przy brzegu.

Krajobraz ma zdecydowanie górski charakter. Żółta trawa, wulkaniczne skały o ciepłych, złoto-czerwono brązowych trawach stanowią piękny kontrast dla błękitu nieba i lazuru oceanu. 

Na początku wycieczki robimy sobie przerwę na posiłek, podróż autobusem była bardzo wyczerpująca. Gdy zaczynamy zajadać półsłodkie bułeczki z Pingo Doce (portugalska sieć sklepów spożywczych tego samego właściciela, co polska Biedronka), które nam tak zasmakowały, że były podstawą naszego wycieczkowego menu, zbawione zapachem jedzenia zlatują się liczne jaszczurki, takie na 15 cm długie. Zachowują się nachalnie, w ogóle się nas nie boją. W poszukiwaniu jedzenia zaczynają się wspinać po plecakach i po spodniach. Nie ma wyjścia, trzeba jeść na stojąco. Ale nie jesteśmy sępy, podkarmiamy je trochę.

Na początku trasy po prawej stronie mija się zatokę położoną po południowej stronie półwyspu, znad brzegów której widać jego kraniec. Robię zdjęcia tej zatoki, choć kierunek padania światła nie bardzo mi leży. Wiem, że po południu, gdy będziemy wracać, słońce lepiej oświetli zatokę, ale z drugiej strony pogoda się może w losowy sposób popsuć i będzie kiszka a nie zdjęcia. Nie ograniczony pojemnością karty pamięci w aparacie robię zdjęcia, które mam nadzieję będą do usunięcia, bo po południu będzie ładniej. Tak też się stało, zostawiam tylko jedną fotografię zamieszczoną poniżej dla porównania ze zrobionymi po południu (fotografia, to z łaciny rysowanie światłem, przypominam).

Półwysep św. Wawrzyńca

Po krótkiej wędrówce dochodzimy na przesmyk,  z którego widać ocean na dwie strony. Jest to najwęższe miejsce półwyspu. Zaczyna być dostrzegalne to, co staje się mottem tej wycieczki: "na styku morza, gór i oceanu". Gdyby cała trasa nie była jednym wielkim punktem widokowym, to bym napisał: "dochodzimy do pierwszego miejsca widokowego".




Miejscowe mewy w ogóle nie boją się turystów.


przesmyk widziany z oddali

Szlak się wije pośród wulkanicznych skał. Myślę, że można by tu urządzić ciekawą lekcję geologii w terenie. Ale jak kogoś te zagadnienia nie interesują, to pozostaje rozkoszowanie się głębią kolorów i abstrakcyjnymi pofałdowaniami warstw skalnych.


W dalszym odcinku pojawiają się barierki zabezpieczające szlak. Cenna rzecz, potrafię sobie wyobrazić, że tu jak wieje, to konkretnie. Na horyzoncie pojawia się Pico do Furado, końcowy punkt trasy. Pod nim widać płaski teren (powinienem był napisać "łąka", ale jakoś mi to słowo nie pasuje do tego krajobrazu).



dwie drogi pod Casa do Sardinha, widoczne po lewej i prawej stronie zdjęcia


Dochodzimy do punktu, gdzie rozpoczyna się pętla pod koniec szlaku. Droga po lewej nie jest objęta drogowskazem, ale można nią iść bez obaw. My kierujemy się na prawo, zgodnie z drogowskazem. Trasa wiedzie w dół, w nicość...

a z tej nicości wyłania się Cais do Sardinha, miejsce do którego cumują łódki przywożące zaopatrzenie do bufetu, jak również wożące turystów na rejsy wokół półwyspu.

Cais do Sardinha

W miarę zbliżania się do końca szlaku coraz okazalej prezentuje się Pico do Furado, zaczynają się też pokazywać palmy. Krajobraz zaczyna mi się kojarzyć z afrykańsko-saharyjskim z bufetem jako oazą.

Uroki bufetu zostawiamy na drogę powrotną, teraz maszerujemy na najwyższy punkt półwyspu. W górnej części ścieżka prowadzi miejscami wulkanicznymi skałami o obłych kształtach. Skały są szorstkie, but się na nich dobrze trzyma. W miarę nabierania wysokości widać półwysep z coraz ciekawszej perspektywy. Choć tu panuje piękna pogoda, słońce przygrzewa, a niebo jest cudownie błękitne, to widać że nad centralną, górską częścią Madery wisi "czapka z chmur", zjawisko chyba tam dość częste, w zasadzie podczas naszego pobytu codzienne.

początek podejścia na Pico do Furado


szeroki widok na Maderę i chmury ponad nią


widok na ścieżkę powrotną

na Pico do Furado

Na szczycie widoki na półwysep podobne jak z podejścia, z tym że widać jego dalszą część, składającą się z dwóch dużych i kilku mniejszych wysp, dostępnych jedynie z wody. Na samym końcu łańcucha wysepek widać latarnię morską Farol de Sao Lourenco.

W drodze ze szczytu podziwiamy ponownie intensywne barwy pejzażu.

Schodzimy do bufetu Casa do Sardinha na zasłużony odpoczynek, głównie od słońca, które mocno przygrzewa. Przy bufecie jest jedyne miejsce na półwyspie dające przyjemny cień. Ceny wyższe niż w maderyjskich miasteczkach, w sumie trudno się dziwić: zaopatrzenie trzeba przywieźć łodzią, poza tym to jedyna knajpa w okolicy. Zamawiamy picie: capuccino (2 EUR) oraz 1,5 litrową butelkę wody mineralnej (4 EUR), ceny i tak są niższe niż na Rynku w Krakowie. Nasz Kraków stał się strasznie drogim miastem wskutek rozwoju turystyki, odnosimy wrażenie, że wszędzie indziej jest tanio. Znowu zlatują się do nas jaszczurki na żebry. Jedna zaczyna się dobierać do plecaka siedzącej obok turystki, a że po drodze ma foliową śliską torebkę, to widok był przekomiczny. Przy bufecie grasują też gołębie, które bez pardonu włażą na stoły i grzebią turystom w jedzeniu.

bufet Casa do Sardinha



W bufecie można też wykupić wycieczkę łodzią na wodach wokół półwyspu, jest dostępnych kilka wariantów o różnych cenach i czasach trwania.

relaks

lokalsi: w pracy, podczas sjesty, kto zgadnie?

Wracamy drugą, krótszą stroną pętli,

następnie już tą samą trasą, poprzez przesmyk i galeryjki widokowe.


materiał do analizy geologicznej, fachowe uwagi proszę wpisywać w komentarzach

Słońce przesunęło się na niebie zgodnie z planem, nad zatoką barwy lśnią z iście pocztówkową głębią, dodatkowo jeszcze uwypukloną przez filtr polaryzacyjny aparatu. Fotografuję pejzaże wokół zatoki, pierwsze jej zdjęcia poszły do kosza, po selekcji zostawiłem we wpisie jedno, dla porównania.



panorama zatoki, godzina 15:40

panorama zatoki, godzina 12:00

Dwa powyższe zdjęcia, zrobione z tego samego miejsca, dzieli 3 godziny i 40 minut wędrówki słońca po niebie.

pofałdowane warstwy skalne

powrót na Baia d'Abra

Wracamy na parking trochę wcześniej niż odjazd autobusu. Jest okazja jeszcze się poszwędać po okolicy oraz położyć się w niewielkim cieniu. Jest godzina 16, ale słońce stoi wysoko na horyzoncie. Tu, pożyteczna mam nadzieję, informacja związana z lokalnym czasem na Maderze. Wydaje mi się, że jest on sporo przesunięty w stosunku do czasu geograficznego. Nasz pobyt na Maderze przypadał na połowę czerwca, czyli na najdłuższe dni w roku, tymczasem w okolicy siódmej rano dzień się dopiero budził, a tak na oko słońce stało najwyżej na horyzoncie w okolicy godziny 15.


Podjeżdża autobus, pakujemy się do środka i wracamy do Funchal. Wycieczka dobiega końca, jeszcze tylko pozostaje powrót autobusem i podziwianie widoków zza szyby.

Dorzucę jeszcze garść praktycznych uwag, które mi się nasunęły po odbyciu wycieczki po Półwyspie św. Wawrzyńca:
  1. Nasz czas wycieczki to pięć godzin, łącznie z postojami, sesjami foto, wyjściem na Pico do Furado i sjestą w bufecie. W przypadku słonecznej pogody nie ma gdzie przysiąść w cieniu (poza bufetem), ważne jest dobre zabezpieczenie przed słońcem: czapeczka lub kapelusz, kremy z filtrem, dużo picia.
  2. Teren jest odsłonięty. Domyślam się, że w przypadku wietrzno-burzowej pogody może tu mocno wiać, na pewno będzie potrzebna w takim przypadku dobra ochrona przeciwwiatrowa, na przykład kurtka z szczelnym kapturem.
  3. Ścieżka jest dobrze przygotowana, równa, ale jakieś solidniejsze buty są wskazane, buty sportowe z miarę grubszą podeszwą to minimum.
  4. Jak ktoś nie ma jaszczurkowstrętu, to warto zabrać jakieś jedzenie (propnuję bułki), którymi można je pokarmić. W Polsce nie pokarmicie jaszczurek.
To już moja ostatnia relacja z wakacji na Maderze, choć wycieczka na półwysep nie była ostatnią podczas tego pobytu, nie publikowałem relacji chronologiczne. Pora na podsumowanie. Dla mnie Madera jest wyspą niezwykłą, pełną barw i niecodziennych krajobrazów. Można tu odbyć wiele ciekawych i różnorodnych wycieczek, co mam nadzieję widać w moich wcześniejszych relacjach. Nie jest to wyspa dla osób pragnących odpoczynku na plaży, rodziny z małymi dziećmi też mogą czuć niedosyt z pobytu tutaj, ale dla turystów lubiących aktywny wypoczynek i ceniących możliwość zwiedzania ciekawych obiektów Madera wydaje się być strzałem w dziesiątkę. Do pewnego stopnia wyzwaniem może być kapryśna maderyjska pogoda, wynikająca z położenia na Atlantyku, ale z drugiej strony na Maderze jest pięknie i zielono cały rok. Ponieważ, jak się wydaje, na wybrzeżu często panuje lepsza pogoda niż w górskim wnętrzu Madery, pewnym rozwiązaniem jest dopasowywanie planu wycieczek w zakresie wysoko/nisko do panujących warunków, jakkolwiek ciężko wszystko zaplanować co do dnia. Odrobina spontaniczności i zdania się na naturę wydaje się być nieodzowna, my tak zrobiliśmy i efekt był dobry. 

Wracając jeszcze do Półwyspu św. Wawrzyńca - odjeżdżając autobusem z półwyspu wydawało nam się, że żegnamy się z nim podczas tego pobytu. Za kilka dni mieliśmy odlatywać do Polski, odlot był planowany na godzinę 22, więc mieliśmy przyjechać na lotnisko w Santa Cruz późnym wieczorem. Tak, Santa Cruz, z którego widać na horyzoncie cały półwysep. Przyjechaliśmy na lotnisko, a przy autobusie przywitała nas rezydentka z biura podróży z informacją, że lot jest opóźniony o kilka godzin - wylecimy ok. 7-8 rano dnia następnego, a do tego czasu mamy zapewnione zakwaterowanie i wyżywienie w pobliskim hotelu. Gdy przyjechaliśmy na lotnisko o świcie (jak pewnie niektórzy wiedzą - moja ulubiona pora dnia), to naszym oczom ukazał się piękny wschód słońca nad Półwyspem św. Wawrzyńca. Oczywiście uwieczniłem go na zdjęciach, podczas gdy żona grzecznie czekała z naszymi walizkami w kolejce do odprawy (dziękuję).

świt na lotnisku w Santa Cruz

wschód słońca nad Półwyspem św. Wawrzyńca

Miałem nadzieję, że odlatując mówię Maderze "do widzenia", a nie "żegnaj". Nasz pobyt trwał tylko tydzień, co było zbyt krótkim czasem, by zapoznać się z wszystkimi atrakcjami tej niezwykłej wyspy. Mam nadzieję, że zawitamy tu ponownie.

Sebastian Słota

Komentarze

  1. Super krajobrazy pod super niebem. Czy to był naturalny kolor nieba, czy wspomogłeś się filtrem?
    Pozdrawiam po długiej przerwie zdrowotnej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładne krajobrazy i udane zdjęcia. Szkoda, że tam nie pojadę. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

TOP 5