Chrobacza Łąka pozaszlakowo
Choć to może wydać się dziwne, to dla mnie - mieszkańca Krakowa, Beskid Mały
jest rzadko odwiedzanym pasmem, choć mam tam blisko. Często wolę wybrać inne
Beskidy.
Jak sobie podliczam wycieczki w Beskid Mały, to na przestrzeni lat było ich
pięć: trzy razy Leskowiec z Targoszowa, Kiczera z Żarem i Magurka Wilkowicka.
Faktycznie niewiele, ale jest okazja podbić nieco statystyki i jednocześnie
zobaczyć coś świeżego.
późniejszej części relacji.
Bezpośrednią inspiracją dla mnie była kwietniowa wycieczka na Kiczerę i Żar
sprzed sześciu lat (jak ten czas leci), gdzie pod koniec podjechaliśmy
samochodem na zaporę na Jeziorze Międzybrodzkim i mą uwagę zwróciły liczne
drzewa pokryte białymi kwiatami po zachodniej stronie jeziora. Ponieważ mamy
również kwiecień, to warto tam zajrzeć i nacieszyć się wiosennymi widokami.
Tym samym plan górski nasuwa się niejako automatycznie - położona po
zachodniej stronie Chrobacza Łąka (spotkać można równoważny zapis przez samo
„h", czyli Hrobacza Łąka).
Szczyt liczący 828 metrów npm. jest położony w zachodniej części Beskidu
Małego, w grupie Magurki Wilkowickiej. Góra oraz jej okolice są zalesione i
nie oferują spektakularnych widoków. Może dlatego mnie tam nie ciągnęło. Na
jej szczycie jest postawiony stalowy krzyż o wysokości 35 metrów, podświetlany
nocą, a na podszczytowej polanie znajduje się budynek, obecnie zwany „Dom
Turystyczny Chrobacza Łąka". Nie jest to i nigdy nie było schronisko PTTK, co
rodzi określone konsekwencje gastronomiczne, o których będzie mowa w
późniejszej części relacji.
Szukam pomysłu na jakąś fajną pętlę. Trasę przez kamieniołom w Kozach
zostawiam sobie na inną okazję. Sprawdzając warunki na trasie zauważam, że w
kwietniu poranne słońce wchodzi mniej więcej nad Żarem, więc idąc rano
żółtym szlakiem będę mieć Jezioro Międzybrodzkie centralnie pod słońce, w
związku z tym zostawiam sobie ten szlak na zejście. Zielony szlak prowadzi w
dużej części lasem i nie wygląda dla mnie atrakcyjnie. Szperając po mapie
wynajduję ciekawy i bezszlakowy wariant wyjścia ulicą Żarnówki, a potem
przez przysiółek Laszczaki, z dużą ilością otwartej przestrzeni przed
wejściem w las.
źródło: mapy.com
Rozpoczynam przy Jeziorze Międzybrodzkim na parkingu. Słońce właśnie wznosi
się nad górami.
Ulica Żarnówki to powolne nabieranie wysokości na asfalcie. Gdy odbijam w
prawo, w stronę Laszczaków, to robi się stromiej, a potem asfalt zamienia
się w przyjemną łąkową ścieżkę. Widok na Żar? Pod słońce, ale jest. Wiosna?
Też jest. Białe drzewa dzikiej czereśni? Oczywiście, że są, dlatego podejście pod dolną
granicę lasu zajmuje mi dużo więcej czasu, niżby to wynikało z mapy.
w przysiółku Haraty
Żar
Przysiółek Laszczaki
Pod samym lasem ktoś sobie stawia dom. Będzie miał piękny widok, ale
jednocześnie pozbawi widoku wędrujących tędy turystów (choć faktem jest, że
na tym pozaszlaku nie spotkałem nikogo). Prawdą jest, że atrakcyjne widokowo
działki w tym rejonie szybko się zabudowują i coraz częściej o „czysty"
górski pejzaż, o czym też przekonam się schodząc żółtym szlakiem.
Wchodzę w las, w połowie kwietnia jeszcze bezlistny. Gruntowa droga jest
wygodna.
Po leśnym odcinku wędruję przez młodnik. Przypuszczam, że młodník ów za
miesiąc będzie skrzył się soczystą, „młodą" zielenią, na razie też jest
bezlistny. Plusem braku liści jest fakt, że mimo wędrówki lasem słońce
przyświeca dość mocno, choć raczej tak „listopadowo", jak mówię, gdy późną
jesienią słońce świeci, a nie grzeje.
Za tym młodnikiem już czeka mnie niewiele podejścia do grzbietu. Wychodzę
tuż przed Przełęczą U Panienki. Tu czeka mnie element wyznaniowy w postaci
kapliczki.
Kamienna kapliczka z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej została
ufundowana w 1884 roku przez Juliusza Beinlicha, nadleśniczego dóbr Kozy.
Według podania, kapliczka była wotum za ocalenie przed wilkami - Beinlich
idąc przez las został napadnięty przez wilki i aby się ratować, wspiął się
na drzewo i zaczął się modlić o ratunek. Wilki po pewnym czasie odeszły. Tak
że ten, tego, wiecie co robić w razie zagrożenia.
Najwyższym punktem dzisiejszej wycieczki jest góra Groniczki, licząca 833
metrów npm, 5 metrów więcej niż Chrobacza Łąka. Szczyt Groniczek jest
zalesiony, wyjście na niego szlakiem jest według mnie pozbawione sensu,
chyba że z tego szlaku zboczymy i wyjdziemy na górę drogą po północnej
stronie, która prowadzi po odkrytym terenie i można z niej obejrzeć panoramę
na północ oraz szczyt Chrobaczej Łąki. Panorama, delikatnie rzecz ujmując,
głowy nie urywa, bo możemy obejrzeć płaskie jak stół tereny. Ale dobre i to,
na trasie raczej ubogiej widokowo.
przed Chrobaczą Łąką
Na niej widoczny już wcześniej stalowy krzyż, za nim niewielka stalowa
platforma widokowa z widokiem podobnym jak spod Groniczek, czyli płasko i
głowy nie urywa. Niech będzie, idę jeszcze ścieżką pod krzyżem i udaje się
ustrzelić takie zdjęcie:
Teraz pora na obiad. Słyszałem i czytałem wiele złych opinii o nim, że jest
niegrzeczna i opryskliwa obsługa i w ogóle kiepsko oraz niesympatycznie.
Obiekt nie jest schroniskiem, choć jadalnia oraz stoły na zewnątrz wyglądają
zupełnie schroniskowo. Może dlatego w kilku miejscach (ja naliczyłem cztery)
znajdują się informacje o braku możliwości spożywania własnych posiłków.
Niemniej pan w kuchennym okienku jest w porządku, nie zauważyłem jakichś
nieprzyjemnych zachowań, obsługa idzie sprawnie, można płacić kartą.
Zamawiam pierogi z mięsem i bezalkoholowy lager, jedno i drugie jest
smaczne. Zamówione później cappuccino jest lekko wodniste, ale też tragedii
nie ma. Ogólnie na plus.
Obok schroniska znajduje się spora polana, na której można odpocząć, na
polanie jest ognisko i grill, zestaw do pieczenia kiełbaski można kupić w
bufecie. Tłumów nie ma, dziś wszyscy poszli oglądać krokusy w Dolinie
Chochołowskiej, hehe.Widok na Jezioro Międzybrodzkie sukcesywnie zarasta.
Zejście żółtym szlakiem do Międzybrodzia Bialskiego okazuje się być
asfaltową drogą (miejscami podniszczoną, zwłaszcza w lesie), tylko w górnej
części mamy odcinek gruntowy.
początek zejścia, na horyzoncie Babia Góra
Po wyjściu z lasu zbaczam w lewo na dużą, widokową polanę. Wreszcie (w
zasadzie po raz pierwszy dzisiaj) beskidzkie widoki, co się zowie.
wczesnowiosenny las
Żar, Jaworzyna, w dole Jezioro Międzybrodzkie
Zauważam też z tej polany duże skupisko białych drzew w stronę centrum
Międzybrodzia Bialskiego. Wychodzi mi, że to przysiółek Ubocz, czyli początek
zlekceważonego przez mnie szlaku. Niemniej to blisko od drogi, trzeba tam
będzie zajrzeć po zakończeniu pętli na Chrobaczą Łąkę.
Ubocz, na horyzoncie Pilsko i Romanka
Z tymi widokami na jezioro i otaczające je góry w dalszej części zejścia
jest kiepsko, bo pejzaż skutecznie zasłania gęsta i stale zagęszczająca się
zabudowa. Z drugiej strony mam znowu okazję pooglądać białe kwiaty na
drzewach, a to lajtmotyw i główny motor dzisiejszej wycieczki, zaś przy
domach rośnie też sporo magnolii.
Góra Żar jest mekką paralotniarzy, zawsze ich tam sporo lata. Dziś jest
wietrzno, więc pogoda wymarzona dla nich.
Znajduję w końcu jedno miejsce z bardzo porządnym i niczym nie zasłoniętym
widokiem na jezioro, ale to jest plac budowy, na którym stoi już wzniesiony
budynek, a teren jest ogrodzony. Budowa wygląda na niedokończoną, a
ogrodzenie w jednym miejscu jest powalone na ziemię, na placu budowy walają
się materiały budowlane i poza tym nic się nie dzieje. Korzystam z okazji i
robię zdjęcia z widokiem na Żar i Jezioro Międzybrodzkie. Podsypka pod
fundamenty sprzyja lepszej widoczności, ktoś będzie miał piękne widoki pod
warunkiem, że budowa się zakończy.
panorama spod budowy
Nawiasem mówiąc, przy wyjściu z budowy okazuje się, że brama jest otwarta,
tzn. nie ma na niej żadnej kłódki.
Schodząc nad Jezioro Międzybrodzkie na parking zamykam pętlę, ale to nie
jest jeszcze koniec wycieczki. Żółty szlak mnie lekko rozczarował, całe
szczęście że zboczyłem z drogi na tę widokową polanę i wpadłem na pomysł
zajrzenia na budowę.
Trzeba jeszcze koniecznie podejść pod las zielonym szlakiem, bo tam z daleko
jest biało, a poza tym mam nadzieję na dobre widoki z łąk znajdujących się
ponad przysiółkiem Ubocz. Decyzja o pójściu tam okazuje się być bardzo
dobrym pomysłem, wczesne popołudnie spędzone tam jest dla mnie najmilszą
częścią tej wycieczki. Bardzo przyjemne i sielankowe miejsce.
w przysiółku Ubocz
Wycieczka przypominała nieco trasy w Beskidzie Niskim, tzn. najciekawiej było
w dolinach i na początku podejścia, a szczyty były niespecjalnie interesujące.
Niemniej motywem przewodnim wycieczki miały być białe kwiaty dzikiej czereśni i tu mi się udało
w stu procentach. Zadwolony też jestem z pozaszlakowych elementów na trasie,
które okazały się być bardzo ciekawe. Warto dokładnie poszperać po mapie przed
wycieczką, zawsze lubię i doceniam ten element planowania.
Sebastian Słota



























































Komentarze
Prześlij komentarz