Inwersja na Skrzycznem
Inwersja termiczna to zjawisko, w którym temperatura powietrza rośnie (zamiast
spadać) wraz z wysokością. Cięższe zimniejsze powietrze osadza się przy
gruncie powodując powstawanie mgieł, często o znacznej grubości. Zjawisko
występuje często jesienią i zimą powodując w górach powstawanie „morza mgieł".
Zanim przejdę do właściwego opisu wycieczki, jeszcze kilka informacji
meteorologicznych. Interesują nas następujące rodzaje inwersji:
- radiacyjna - powstaje nocą, gdy ziemia szybko traci ciepło i ochładza przygruntową warstwę powietrza, a wyższe jego warstwy ochładzają się wolniej - obserwowana jest często po dobrej pogodzie dzień wcześniej i bezchmurnej nocy,
- orograficzna - chyba interesująca nas najbardziej, bo obserwowana w górskich dolinach, do których spływa ochłodzone powietrze, odmiana inwersji radiacyjnej,
- frontowa (adwekcyjna) - powstaje przy frontach atmosferycznych, gdy ciepłe powietrze napływa na chłodniejsze, można ją często obserwować gdy po niżu i dużych opadach deszczu powietrze ma dużą wilgotność, a następująca nazajutrz poprawa pogody i wzrost ciśnienia atmosferycznego powoduje napłynięcie ciepłego powietrza, które od góry blokuje parowanie, więc mgły kumulują się w dole.
Powstawaniu inwersyjnych mgieł sprzyja woda: płynące rzeki, a w szczególności
zbiorniki wodne. Klasyczne przykłady to sztuczne jeziora w Beskidach: Zalew
Czorsztyński, Zalew Orawski, Liptowska Mara, czy Jezioro Żywieckie, będące
znakomitymi „generatorami mgieł", o czym zwolennicy obserwowania inwersji, czy
też szczególnie atrakcyjnych fotograficznie inwersyjnych wschodów słońca
doskonale wiedzą.
Przewidywanie inwersji oraz inwersyjnych mgieł jest fascynującym zajęciem,
przydaje się znajomość meteorologii oraz umiejętność czytania prognoz pogody.
Przy tym praca zawodowa i dostępność samochodu nie zawsze pozwala jechać
wtedy, gdy są najlepsze warunki, co czasem jest źródłem frustracji.
Mgła sama z siebie jest zjawiskiem ulotnym i czasem nie pojawia się, choć
powinna. Zdarzały mi się wyjazdy doskonale zaplanowane pod kątem obserwacji
inwersji, ale też zdarzały się „przestrzelone" pod tym względem.
Tym razem moje przewidywania inwersyjne skierowały mój wzrok na Skrzyczne,
choć brałem też pod uwagę Babią Górę. Przeważyły prognozy wskazujące na długie
utrzymywanie się chmur po zachodniej stronie Skrzycznego, w przeciwieństwie do
Orawy.
Wyjeżdżam z Krakowa o 4:30. Nie mam tym razem ambicji zdążyć na wschód słońca
na Skrzycznem, ale może się uda gdzieś po drodze, tym bardziej że wg mapy
pierwsze widoki powinny być na wysokości ok. 1000 metrów n.p.m., wcześniej
szlak prowadzi lasem.
Właśnie – szlak. Klasyczna skrzyczneńska pętla z miejscowości Ostre z powrotem
przez Malinowską Skałę i Dolinę Zimnika.
źródło: mapy.cz
Docieram na parking w Ostrem około godziny 7 rano. Jest koniec grudnia, więc
oznacza to, że jest jeszcze przed świtem. Nade mną pełne zachmurzenie, ale ani
śladu mgieł, podobnie było, gdy jechałem przez całą Kotlinę Żywiecką. Jest to
dość nietypowa inwersja, zawsze gdy jechałem na poranne morze mgieł, to droga
w góry przebiegała przez mniej czy bardziej zamglone obszary, czasem mgła była
tak mocna, że trzeba było jechać wolniej i ostrożniej. W tym przypadku warstwa
inwersyjnej mgły zdaje się być zawieszona wyżej nad gruntem. Nietypowo, ale
ciekawie.
Niebieski szlak na Skrzyczne prowadzi systematycznie w górę. Na razie śniegu
są jakieś resztki, zabrane przeze mnie raczki spoczywają na razie w plecaku,
może będą potrzebne wyżej. Ale na razie wszystko się zgadza, wchodzę w mgłę,
która na razie nadaje lasowi tajemniczości.
Im wyżej, tym jest jaśniej. Pojawiają się pierwsze przebłyski słońca, widać
pomiędzy drzewami, że wyszedłem ponad mgłę, a wschodzące słońce oświetla
wszystko na czerwono. Niestety, gęsty las skutecznie prawie wszystko
zasłania.
Pierwsze dobre i szerokie widoki mam dopiero na wysokości ok. 1100 metrów, tuż
pod szczytem i wyżej niż wskazuje mapa. Schodzę ze szlaku ścieżką prowadzącą
lekko w prawo i wychodzę na pierwszy znakomity punkt widokowy.
Wszystko się zgadza – w dole mgła gęsta jak śmietana, a nad nią czyste,
błękitne niebo. Takie warunki mają się utrzymać przez większą część dnia,
zobaczymy czy prognoza się sprawdzi.
Babia Góra, słowackie Tatry Wysokie, Pilsko
inwersja, nad nią Polica i Babia Góra
Niżne Tatry: Dumbier i Chopok
wierzchołki Beskidu Małego
Stąd na Skrzyczne jest niedaleko. Robi się cieplej, trzeba się nieco
rozebrać. Pierwsze kroki kieruję do schroniska – mój krwioobieg domaga się
kawy. Rano (jest kilka minut po dziewiątej) jeszcze jest pusto na jadalni.
Przy schronisku jest taras, ale ignoruję go – najlepsze widoki są ze
znajdującej się nieopodal platformy widokowej. Nie jest ona zbyt wysoka, ale
„robi robotę”, bo pozwala wznieść się nad ograniczające widoczność drzewa
porastające Skrzyczne.
Mgła gęsta jak śmietana utrzymuje się cały czas, do tego dochodzi znakomita
przejrzystość powietrza, warunki marzenie. Wprawdzie śniegu jest zaskakująco
mało (raczki nadal pozostają w plecaku), ale inwersja wszystko wynagradza z
naddatkiem.
Polica, Babia Góra
Beskid Mały: Wielka Cisowa Grapa, Kocierz, Jaworzyna
na horyzoncie Beskid Wyspowy: Lubogoszcz, Szczebel, Mogielica, Luboń
Wielki
słowackie Tatry Wysokie
Zaliczam jeszcze niespecjalnie interesujący szczyt Skrzycznego ze słynną
skrzyczneńską żabą i ruszam w stronę Malinowskiej Skały. Cały ten odcinek
prowadzi w większości w miarę płaskim i widokowym grzbietem. To zresztą
wszyscy wiedzą, przecież to popularny szlak.
Na dzisiejszy dzień rozważałem wstępnie Babią Górę i właśnie Skrzyczne,
które ostatecznie wybrałem na podstawie analiz prognozy pogody.
Doświadczenie / nos / intuicja / szczęście (niepotrzebne skreślić) mnie nie
zawiodły, bo w którą stronę się nie obrócić, wszędzie inwersja. Do tego
znakomita przejrzystość powietrza, dobrze widać odległe o ponad 130 km
Jesioniki, pasmo górskie w czeskich Sudetach.
Mała Fatra
szlak na Małe Skrzyczne, w tle inwersja na Słowacji
w centrum kadru Wielki Chocz
na horyzoncie Jesioniki
Przy Małym Skrzycznem znajdują się dwa wyciągi narciarskie. Pierwszy to
sześcioosobowa kanapa, zawsze pełna narciarzy w taki dzień jak dziś.
Na sam wierzchołek Małego Skrzycznego idę przez las. W cieniu drzew zimowa
aura, zimowe „kwiaty” na kosodrzewinie, choć na ścieżce śniegu mało.
Pod samym wierzchołkiem Małego Skrzycznego drugi wyciąg - orczykowy, już
nieczynny. Wszyscy narciarze korzystają z krzesełek, a tu stacja narciarska
na Skrzycznem ma się czym pochwalić – to bardzo nowoczesny ośrodek. Ale
widoki spod orczyka są dużo lepsze niż spod wcześniejszej "kanapy".
Błatnia, Stołów, Trzy Kopce, Klimczok
Beskid Śląsko-Morawski
po lewej Kotarz
Polica, Babia Góra
wieża na Skrzycznem
Napotykam po drodze kilka ścieżek odchodzących w poprzek od głównego szlaku.
Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdzał, co może się pojawić po zboczeniu z
głównej drogi. Jedno odejście okazuje się być wyjątkowo płodne
fotograficznie.
na horyzoncie Klak i Strażow
po lewej Beskid Śląsko-Morawski, po prawej Wielka Czantoria
Beskid Śląsko-Morawski: Smrk i Łysa Góra
po prawej Kotarz
Klak na horyzoncie
Babia Góra
inwersja w Kotlinie Żywieckiej
Wielka i Mała Czantoria
Przede mną kultowe miejsce Beskidu Śląskiego, na którym popełniono
niezliczoną ilość zdjęć i selfików – wychodnia skalna na Malinowskiej Skale,
niegdyś otoczona lasem, obecnie stercząca samotnie na widoki niczym wyrzut
obumarłych świerkowych lasów, zawsze pełna ludzi robiących tu swoje główne
(a może nawet jedyne) zdjęcie z tutejszej wycieczki. Jej sylwetka z daleka
przywodzi mi na myśl pewną scenę z „Króla Lwa”, wielkiej animacji Disneya.
kadr z filmu „Król Lew” (fot. materiały prasowe; prawa zastrzeżone)
Skoro wszyscy strzelają sobie tu foty, to strzelę sobie i ja. Na szczęście
spotykam innego posiadacza lustrzanki (choć „tylko” Canona), robimy sobie
nawzajem zdjęcia dając sobie gwarancję, że horyzont będzie prosty, nogi
nieucięte, a głowa nie w centrum kadru.
kolejka do zdjęcia
Mam zamiar posiedzieć tu nieco dłużej. Robię kilka widoków, które jednakże
nie odbiegają zbytnio od wcześniejszych obserwacji i siadam do posiłku.
Kopa Skrzyczeńska, Małe Skrzyczne, Skrzyczne
dolina Malinowskiego Potoku
Nie jest mi jednak dane posiedzieć dłużej w spokoju, bowiem zauważam
kłębiące się i podnoszące się na południu chmury, które zaczynają zasłaniać
widoki na Niżne Tatry. Trzeba się zebrać, bo można przegapić coś ważnego, a
ostatnio mam szczęście do dynamicznie zmieniającej się pogody.
Idę na szczyt Malinowskiej Skały, położony ciut nad wychodnią skalną.
na górze Malinowska Skała
Robi się ciekawie, Skrzyczne i inne góry chowają się praktycznie całe za
chmurami. Dochodzi godzina 13, ci którzy wybrali się w góry później, nie
mają już tak ładnych fotek na wychodni jak ja. Cóż, nie po raz pierwszy i
pewnie nie ostatni wczesne wstawanie przynosi efekty.
Jeden turysta odpala drona, który wznosi się wysoko, pewnie ponad chmury,
które po chwili spowijają okolicę. Dopiero po ok. 10 minutach zaczyna się
pojawiać ponownie błękitnie niebo, a krajobraz zdobią chmury przelewające
się przez zbocza górskie.
w czerwonej kurtce pilot drona
Krótki odcinek zejścia zielonym szlakiem z widokiem na chmury przelewające
się przez Zielony Kopiec.
Ostatni etap wycieczki do powrót żółtym szlakiem do Ostrego, najpierw
zejście zboczem do doliny potoku Leśna, a następnie doliną, której ostatni
odcinek nosi nazwę Doliny Zimnika.
Dla niektórych turystów punktem obowiązkowym w tym miejscu jest bezszlakowe
wyjście na Kościelec i zwiedzenie licznych znajdujących się w jego okolicy
skałek, ale ja odpuszczam – niezbyt mnie to interesuje.
po lewej Kościelec
Schodzę w dół. Na ścieżce kamienisto-błotno-lodowa breja, trzeba uważać.
Nade mną ostatki słońca walczącego z chmurami.
Mniej więcej o tej samej godzinie kolega jest na położonej po drugiej
stronie Kotliny Żywieckiej Magurce Wilkowickiej, z której Skrzyczne wygląda wtedy tak:
Podczas schodzenia mijam idącego w górę turystę, który przestrzega mnie
przed bardzo dużym oblodzeniem niżej. Faktycznie, woda spływająca ścieżką
podczas ocieplenia zamarzł, pokrywając ją całą lodowymi kaskadami. Raczki do
tej pory trzymane cały czas w plecaku i do tej pory niepotrzebne, okazują
się teraz niezbędne – bez nich musiałbym przedzierać się lasem, tymczasem
komfortowo schodzę sobie w dół.
Ostatni etap wycieczki to dolina potoku Leśna przechodząca potem w Dolinę
Zimnika. Dnem doliny prowadzi szeroka droga gospodarcza, a po jej prawej
stronie płynie potok. Spad jest dość duży, na potoku jest sporo kaskad, na
których tworzą się niewielkie zlodowacenia. Wzdłuż potoku w Dolinie Zimnika
jest poprowadzona ścieżka dydaktyczno-przyrodnicza, która pozwala dobrze
zapoznać się z krajobrazem tego miejsca.
Rzut oka na jednej z polan przy drodze na otaczające wzgórza przynosi mi
taką konstatację, że miejsce to musi wyglądać pięknie wiosną i jesienią, gdy
drzewa się zazielenią lub zaczerwienią. Oczywiście las zimą też wygląda
przepięknie, gdy jest pokryty śniegiem, którego akurat dziś była symboliczna
ilość. Niemniej celem tej grudniowej wycieczki było złapanie zimowej
inwersji, a tu mi się udało znakomicie wstrzelić z miejscem i terminem,
czego kolejnym dowodem oprócz zamieszczonych w relacji zdjęć są dwie
zamieszczone na końcu panoramy.
panorama na polską stronę
panorama na słowacką i czeską stronę












































































Komentarze
Prześlij komentarz