Inwersja na Skrzycznem

Inwersja termiczna to zjawisko, w którym temperatura powietrza rośnie (zamiast spadać) wraz z wysokością. Cięższe zimniejsze powietrze osadza się przy gruncie powodując powstawanie mgieł, często o znacznej grubości. Zjawisko występuje często jesienią i zimą powodując w górach powstawanie „morza mgieł".
Zanim przejdę do właściwego opisu wycieczki, jeszcze kilka informacji meteorologicznych. Interesują nas następujące rodzaje inwersji:
  1. radiacyjna - powstaje nocą, gdy ziemia szybko traci ciepło i ochładza przygruntową warstwę powietrza, a wyższe jego warstwy ochładzają się wolniej - obserwowana jest często po dobrej pogodzie dzień wcześniej i bezchmurnej nocy,
  2. orograficzna - chyba interesująca nas najbardziej, bo obserwowana w górskich dolinach, do których spływa ochłodzone powietrze, odmiana inwersji radiacyjnej,
  3. frontowa (adwekcyjna) - powstaje przy frontach atmosferycznych, gdy ciepłe powietrze napływa na chłodniejsze, można ją często obserwować gdy po niżu i dużych opadach deszczu powietrze ma dużą wilgotność, a następująca nazajutrz poprawa pogody i wzrost ciśnienia atmosferycznego powoduje napłynięcie ciepłego powietrza, które od góry blokuje parowanie, więc mgły kumulują się w dole.
Powstawaniu inwersyjnych mgieł sprzyja woda: płynące rzeki, a w szczególności zbiorniki wodne. Klasyczne przykłady to sztuczne jeziora w Beskidach: Zalew Czorsztyński, Zalew Orawski, Liptowska Mara, czy Jezioro Żywieckie, będące znakomitymi „generatorami mgieł", o czym zwolennicy obserwowania inwersji, czy też szczególnie atrakcyjnych fotograficznie inwersyjnych wschodów słońca doskonale wiedzą.
Przewidywanie inwersji oraz inwersyjnych mgieł jest fascynującym zajęciem, przydaje się znajomość meteorologii oraz umiejętność czytania prognoz pogody. Przy tym praca zawodowa i dostępność samochodu nie zawsze pozwala jechać wtedy, gdy są najlepsze warunki, co czasem jest źródłem frustracji.
Mgła sama z siebie jest zjawiskiem ulotnym i czasem nie pojawia się, choć powinna. Zdarzały mi się wyjazdy doskonale zaplanowane pod kątem obserwacji inwersji, ale też zdarzały się „przestrzelone" pod tym względem.
Tym razem moje przewidywania inwersyjne skierowały mój wzrok na Skrzyczne, choć brałem też pod uwagę Babią Górę. Przeważyły prognozy wskazujące na długie utrzymywanie się chmur po zachodniej stronie Skrzycznego, w przeciwieństwie do Orawy.
Wyjeżdżam z Krakowa o 4:30. Nie mam tym razem ambicji zdążyć na wschód słońca na Skrzycznem, ale może się uda gdzieś po drodze, tym bardziej że wg mapy pierwsze widoki powinny być na wysokości ok. 1000 metrów n.p.m., wcześniej szlak prowadzi lasem.

Właśnie – szlak. Klasyczna skrzyczneńska pętla z miejscowości Ostre z powrotem przez Malinowską Skałę i Dolinę Zimnika.

źródło: mapy.cz

LINK DO MAPY NA MAPY.COM

Docieram na parking w Ostrem około godziny 7 rano. Jest koniec grudnia, więc oznacza to, że jest jeszcze przed świtem. Nade mną pełne zachmurzenie, ale ani śladu mgieł, podobnie było, gdy jechałem przez całą Kotlinę Żywiecką. Jest to dość nietypowa inwersja, zawsze gdy jechałem na poranne morze mgieł, to droga w góry przebiegała przez mniej czy bardziej zamglone obszary, czasem mgła była tak mocna, że trzeba było jechać wolniej i ostrożniej. W tym przypadku warstwa inwersyjnej mgły zdaje się być zawieszona wyżej nad gruntem. Nietypowo, ale ciekawie.
Niebieski szlak na Skrzyczne prowadzi systematycznie w górę. Na razie śniegu są jakieś resztki, zabrane przeze mnie raczki spoczywają na razie w plecaku, może będą potrzebne wyżej. Ale na razie wszystko się zgadza, wchodzę w mgłę, która na razie nadaje lasowi tajemniczości.
Im wyżej, tym jest jaśniej. Pojawiają się pierwsze przebłyski słońca, widać pomiędzy drzewami, że wyszedłem ponad mgłę, a wschodzące słońce oświetla wszystko na czerwono. Niestety, gęsty las skutecznie prawie wszystko zasłania.
Pierwsze dobre i szerokie widoki mam dopiero na wysokości ok. 1100 metrów, tuż pod szczytem i wyżej niż wskazuje mapa. Schodzę ze szlaku ścieżką prowadzącą lekko w prawo i wychodzę na pierwszy znakomity punkt widokowy.
Wszystko się zgadza – w dole mgła gęsta jak śmietana, a nad nią czyste, błękitne niebo. Takie warunki mają się utrzymać przez większą część dnia, zobaczymy czy prognoza się sprawdzi.

Babia Góra, słowackie Tatry Wysokie, Pilsko

inwersja, nad nią Polica i Babia Góra

Niżne Tatry: Dumbier i Chopok

wierzchołki Beskidu Małego

Stąd na Skrzyczne jest niedaleko. Robi się cieplej, trzeba się nieco rozebrać. Pierwsze kroki kieruję do schroniska – mój krwioobieg domaga się kawy. Rano (jest kilka minut po dziewiątej) jeszcze jest pusto na jadalni.
Przy schronisku jest taras, ale ignoruję go – najlepsze widoki są ze znajdującej się nieopodal platformy widokowej. Nie jest ona zbyt wysoka, ale „robi robotę”, bo pozwala wznieść się nad ograniczające widoczność drzewa porastające Skrzyczne.
Mgła gęsta jak śmietana utrzymuje się cały czas, do tego dochodzi znakomita przejrzystość powietrza, warunki marzenie. Wprawdzie śniegu jest zaskakująco mało (raczki nadal pozostają w plecaku), ale inwersja wszystko wynagradza z naddatkiem.
 
Polica, Babia Góra

Beskid Mały: Wielka Cisowa Grapa, Kocierz, Jaworzyna

na horyzoncie Beskid Wyspowy: Lubogoszcz, Szczebel, Mogielica, Luboń Wielki
 
słowackie Tatry Wysokie

Zaliczam jeszcze niespecjalnie interesujący szczyt Skrzycznego ze słynną skrzyczneńską żabą i ruszam w stronę Malinowskiej Skały. Cały ten odcinek prowadzi w większości w miarę płaskim i widokowym grzbietem. To zresztą wszyscy wiedzą, przecież to popularny szlak.
Na dzisiejszy dzień rozważałem wstępnie Babią Górę i właśnie Skrzyczne, które ostatecznie wybrałem na podstawie analiz prognozy pogody. Doświadczenie / nos / intuicja / szczęście (niepotrzebne skreślić) mnie nie zawiodły, bo w którą stronę się nie obrócić, wszędzie inwersja. Do tego znakomita przejrzystość powietrza, dobrze widać odległe o ponad 130 km Jesioniki, pasmo górskie w czeskich Sudetach.
 
Mała Fatra

szlak na Małe Skrzyczne, w tle inwersja na Słowacji

w centrum kadru Wielki Chocz

na horyzoncie Jesioniki

Przy Małym Skrzycznem znajdują się dwa wyciągi narciarskie. Pierwszy to sześcioosobowa kanapa, zawsze pełna narciarzy w taki dzień jak dziś.
Na sam wierzchołek Małego Skrzycznego idę przez las. W cieniu drzew zimowa aura, zimowe „kwiaty” na kosodrzewinie, choć na ścieżce śniegu mało.
Pod samym wierzchołkiem Małego Skrzycznego drugi wyciąg - orczykowy, już nieczynny. Wszyscy narciarze korzystają z krzesełek, a tu stacja narciarska na Skrzycznem ma się czym pochwalić – to bardzo nowoczesny ośrodek. Ale widoki spod orczyka są dużo lepsze niż spod wcześniejszej "kanapy".

Błatnia, Stołów, Trzy Kopce, Klimczok

Beskid Śląsko-Morawski

Tymczasem inwersja nie odpuszcza.

po lewej Kotarz

Polica, Babia Góra

Zima jest raczej szczątkowa, nawet tu na grzbiecie.

wieża na Skrzycznem

Napotykam po drodze kilka ścieżek odchodzących w poprzek od głównego szlaku. Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdzał, co może się pojawić po zboczeniu z głównej drogi. Jedno odejście okazuje się być wyjątkowo płodne fotograficznie.
 
na horyzoncie Klak i Strażow

po lewej Beskid Śląsko-Morawski, po prawej Wielka Czantoria

Beskid Śląsko-Morawski: Smrk i Łysa Góra

po prawej Kotarz

Wracam na szlak, tam też dzieje się dużo ciekawego, a inwersja nadal nie odpuszcza.
 
Klak na horyzoncie

Babia Góra

inwersja w Kotlinie Żywieckiej

Wielka i Mała Czantoria
Przede mną kultowe miejsce Beskidu Śląskiego, na którym popełniono niezliczoną ilość zdjęć i selfików – wychodnia skalna na Malinowskiej Skale, niegdyś otoczona lasem, obecnie stercząca samotnie na widoki niczym wyrzut obumarłych świerkowych lasów, zawsze pełna ludzi robiących tu swoje główne (a może nawet jedyne) zdjęcie z tutejszej wycieczki. Jej sylwetka z daleka przywodzi mi na myśl pewną scenę z „Króla Lwa”, wielkiej animacji Disneya.

kadr z filmu „Król Lew” (fot. materiały prasowe; prawa zastrzeżone)
Skoro wszyscy strzelają sobie tu foty, to strzelę sobie i ja. Na szczęście spotykam innego posiadacza lustrzanki (choć „tylko” Canona), robimy sobie nawzajem zdjęcia dając sobie gwarancję, że horyzont będzie prosty, nogi nieucięte, a głowa nie w centrum kadru.

kolejka do zdjęcia
Mam zamiar posiedzieć tu nieco dłużej. Robię kilka widoków, które jednakże nie odbiegają zbytnio od wcześniejszych obserwacji i siadam do posiłku.

Kopa Skrzyczeńska, Małe Skrzyczne, Skrzyczne

dolina Malinowskiego Potoku

Nie jest mi jednak dane posiedzieć dłużej w spokoju, bowiem zauważam kłębiące się i podnoszące się na południu chmury, które zaczynają zasłaniać widoki na Niżne Tatry. Trzeba się zebrać, bo można przegapić coś ważnego, a ostatnio mam szczęście do dynamicznie zmieniającej się pogody.
Idę na szczyt Malinowskiej Skały, położony ciut nad wychodnią skalną.

na górze Malinowska Skała

Robi się ciekawie, Skrzyczne i inne góry chowają się praktycznie całe za chmurami. Dochodzi godzina 13, ci którzy wybrali się w góry później, nie mają już tak ładnych fotek na wychodni jak ja. Cóż, nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni wczesne wstawanie przynosi efekty.
Jeden turysta odpala drona, który wznosi się wysoko, pewnie ponad chmury, które po chwili spowijają okolicę. Dopiero po ok. 10 minutach zaczyna się pojawiać ponownie błękitnie niebo, a krajobraz zdobią chmury przelewające się przez zbocza górskie.
 
w czerwonej kurtce pilot drona
Krótki odcinek zejścia zielonym szlakiem z widokiem na chmury przelewające się przez Zielony Kopiec.
Ostatni etap wycieczki do powrót żółtym szlakiem do Ostrego, najpierw zejście zboczem do doliny potoku Leśna, a następnie doliną, której ostatni odcinek nosi nazwę Doliny Zimnika.
Dla niektórych turystów punktem obowiązkowym w tym miejscu jest bezszlakowe wyjście na Kościelec i zwiedzenie licznych znajdujących się w jego okolicy skałek, ale ja odpuszczam – niezbyt mnie to interesuje.

po lewej Kościelec

Schodzę w dół. Na ścieżce kamienisto-błotno-lodowa breja, trzeba uważać. Nade mną ostatki słońca walczącego z chmurami.
Mniej więcej o tej samej godzinie kolega jest na położonej po drugiej stronie Kotliny Żywieckiej Magurce Wilkowickiej, z której Skrzyczne wygląda wtedy tak:
Podczas schodzenia mijam idącego w górę turystę, który przestrzega mnie przed bardzo dużym oblodzeniem niżej. Faktycznie, woda spływająca ścieżką podczas ocieplenia zamarzł, pokrywając ją całą lodowymi kaskadami. Raczki do tej pory trzymane cały czas w plecaku i do tej pory niepotrzebne, okazują się teraz niezbędne – bez nich musiałbym przedzierać się lasem, tymczasem komfortowo schodzę sobie w dół.
Ostatni etap wycieczki to dolina potoku Leśna przechodząca potem w Dolinę Zimnika. Dnem doliny prowadzi szeroka droga gospodarcza, a po jej prawej stronie płynie potok. Spad jest dość duży, na potoku jest sporo kaskad, na których tworzą się niewielkie zlodowacenia. Wzdłuż potoku w Dolinie Zimnika jest poprowadzona ścieżka dydaktyczno-przyrodnicza, która pozwala dobrze zapoznać się z krajobrazem tego miejsca.
Rzut oka na jednej z polan przy drodze na otaczające wzgórza przynosi mi taką konstatację, że miejsce to musi wyglądać pięknie wiosną i jesienią, gdy drzewa się zazielenią lub zaczerwienią. Oczywiście las zimą też wygląda przepięknie, gdy jest pokryty śniegiem, którego akurat dziś była symboliczna ilość. Niemniej celem tej grudniowej wycieczki było złapanie zimowej inwersji, a tu mi się udało znakomicie wstrzelić z miejscem i terminem, czego kolejnym dowodem oprócz zamieszczonych w relacji zdjęć są dwie zamieszczone na końcu panoramy.
panorama na polską stronę

panorama na słowacką i czeską stronę

Sebastian Słota

Komentarze

TOP 5

Na Tuł Szlakiem Cisownickim