Bachureň
Przez długie lata jeździłem na jesienne wakacje w słowackie góry - mieszkałem
wiele razy w Terchovej, a raz w Demianovej i zwiedzałem głównie Małą oraz Wielką
Fatrę, Niżne Tatry i Góry Strażowskie. Były to wszystko bardzo interesujące
wycieczki, natomiast słowackie góry położone na wschód od Tatr znam dużo
słabiej, choć raz byłem w Górach Lewockich.
Przyszła więc pora na zmianę obszaru zainteresowań i odwiedzenie właśnie tych
terenów bardziej wschodnich. Okazją na to był dwutygodniowy październikowy
pobyt w Krynicy - Zdroju, podczas którego sporo jeździłem na wycieczki w
tereny położone właśnie na Słowacji, na południe od Beskidu Sądeckiego,
zebrało się ich aż pięć.
Ktoś może zapytać, czemu w takim razie nie poszukałem noclegu na Słowacji,
lecz wybór bazy to była właśnie Krynica. Otóż szukałem tam, ale okazało się,
że rejony Starej Lubovni to jest pustynia noclegowa, nic sensownego tam nie
znalazłem, w przeciwieństwie do polskiej części tamtejszych gór. Trzeba było
dojeżdżać z Krynicy kilkadziesiąt kilometrów, trasę do Leluchowa poznałem na
pamięć, ale nie miałem z takimi dojazdami na wakacjach żadnych problemów,
nieraz z Terchovej jechałem spory kawałek na wycieczkę, często ponad godzinę
jazdy, ale dzięki temu zwiedziłem tam spory obszar.
Do miejsca startu wycieczki w pasmo Bachureň mam najdłuższy dojazd z
Krynicy-Zdroju - 70 km.
Bachureń to niewielkie pasmo górskie sąsiadujące z Górami Czerchowskimi i
Górami Lewockimi, będące częścią Rudaw Słowackich. To mniej znane słowackie
góry, nie będące miejscem dużego ruchu turystycznego, postawię nawet tezę, że
są to góry niszowe. Są zbudowane z piaskowca, mocno zalesione, ale
jednocześnie z licznymi polanami, z najwyższymi szczytami o wysokości ok. 1000
metrów npm. Najwyższa góra pasma, również nosząca nazwę Bachureń, liczy 1081
metrów npm.
Brakuje tu większych miast, największe miasteczko to Sabinov, liczący niecałe
13 tys mieszkańców, reszta miejscowej ludności mieszka w niewielkich,
rozrzuconych po górach wioskach. Baza turystyczna też jest bardzo skromna.
Start wycieczki mam zaplanowany w jednym z wyższych punktów trasy. Trochę
nietypowo, ale tam mam najbliżej z Krynicy-Zdroju. Punktem startu jest parking
przy wyciągu narciarskim Renčišov - Buče.
źródło: mapy.com
Jadę główną drogą aż do Sabinova. Rano ma być pochmurno, więc nie mam powodu
zrywać się przed świtem - wyjeżdżam tak, by na miejscu być na miejscu około
godziny 9. Za Sabinovem skręcam w boczne drogi, przede mną podjazd w górę na
start wycieczki, aż 500 metrów różnicy wysokości.
Tu na chwilę się rozpogadza, za miejscowością Ražñany znajduje się przy
drodze punkt widokowy na położone na wschodzie trzy stożkowate szczyty
Pogórza Szarysko-Spiskiego.
Straž
Mijam kolejne coraz wyżej położone miejscowości. W Renčišovie droga zwęża
się na taką, na której z trudem miną się dwa samochody i taka droga prowadzi
aż do niewielkiego parkingu znajdującego się przy dolnej stacji wyciągu
orczykowego Renčišov - Buče. Na parkingu mieści się ledwie kilka aut, do
tego ta wąska droga dojazdowa i orczyk - mocno zacofany obiekt narciarski,
który w Polsce nie miałby już racji bytu, jak jest tu na Słowacji, to trudno
powiedzieć. Na ich stronie na FB znalazłem informację ze stycznia 2025, że
całodzienny pobyt z noclegiem, wyżywieniem i skipassem kosztuje 50
Euro.
Pogoda na razie nie sprzyja, ale ufny w pozytywny dalszy ciąg dnia ruszam na
wycieczkę. Jestem na wysokości 830 metrów n.p.m., dość wysoko zważywszy na
fakt, że najwyższy punkt wycieczki, czyli góra Bucie, liczy 1006 metrów
n.p.m. Będę za to schodził dość nisko do wsi Lipovce, a nietypowy przebieg
wysokościowy wycieczki wynika z logistyki dojazdu z Krynicy-Zdroju, o czym
pisałem już wcześniej.
Po kilkunastu minutach docieram na skrzyżowanie szlaków na Sedlo Buče.
Niewiele widać pośród chmur, zaczyna nawet zawiewać niewielki opad śniegu.
Nie robię żadnego zdjęcia, choć może trzeba było, wybaczcie. Idę czerwonym
szlakiem na górę Mindžova (920 metrów n.p.m.), z dużą polaną szczytową i
wieżą widokową. W międzyczasie pojawia się błękit na niebie.
Z Mindžovej i znajdującej się na jej szczycie metalowej wieży widoki na
okoliczne góry. Rozpogadza się, zalesione i kolorowe jesienią szczyty
otulone są wianuszkiem chmur.
wieża widokowa na Mindžovej
w stronę Beskidu Sądeckiego
Smrekovica, Bučie
Góry Czerchowskie
Góry Slanskie
Góry Slanskie (Slanske Vrchy) - położone już mocno na południu Słowacji
pasmo górskie pochodzenia wulkanicznego łączone często w całość z położonymi
już na Węgrzech Górami Zemplińskimi.
Pod wieżą znajduje się miejsce rekreacyjne, w skład którego wchodzą duże
huśtawki oraz przygotowane miejsce na ognisko i grilla.
Nieco poniżej szczytu znajduje się chatka turystyczna Chotarna. Chatka została
zbudowana dzięki pracy i otwarta w maju 2011 roku. Domek jest drewniany, dach
pokryty eternitem, przed domkiem znajduje się niewielki ganek, a na pięterku
jest niewielki balkon. Całość sprawia bardzo porządne i przytulne wrażenie,
zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Zaglądam do środka, w domku urzęduje
starszy pan z trzema młodymi turystkami (niektórzy to się umieją ustawić),
więc zdjęć wnętrza nie robię, ale możecie znaleźć zdjęcia np. na Mapie Google.
Chatką
zarządza Klub Słowackich Turystów Chotarna Hermanovce, dbając regularnie o jej
dobry stan techniczny. Informacje o klubie, kontakt oraz nr konta do zbierania
datków na utrzymanie chatki:
https://chotarna.wbl.sk/
Trzeba przyznać, że wielka łąka znajdująca się przed chatką oraz wianuszek
zalesionych gór nad nią czynią piękny widok, a jeszcze są stąd dwa kroki na
wieżę. Bardzo przyjemne miejsce.
Wprawdzie teraz czeka mnie zejście do wsi Lipovce, ale idę jeszcze
sprawdzić, co słychać na zejściu czerwonym szlakiem do Hermanoviec. Dojdę
kawałek do stojącego przy szlaku krzyża i wracam.
krzyż na górze Lazy
widziane już wcześniej Lysa Straž, Straž, Šarišsky Vrch
na Lazach
Na górze dużej, podłużnej polany znajduje się kolejna dobrze wyglądająca
chatka zwąca się „Chata Pahorek" opisana na Mapie Google nie wiedzieć czemu
jako „schronisko narciarskie", a niżej na czerwonym szlaku, za połową
zejścia do Hermanoviec, mamy chatkę „Urbarska". Jak widać, w tym rejonie
chatek jest pod dostatkiem.
Wracam na skrzyżowanie szlaków i niebieskim szlakiem, a potem bezszlakowo
schodzę do Lipoviec. Zejście z takich, co lubię - łagodnie w dół w otoczeniu
wzgórz i łąk.
góra z wieżą telekomunikacyjną nad Stefanovcami - bez nazwy
po prawej Smrekovica
Jest bardzo kolorowo. Jeśli ktoś sobie ceni (a ja tak) Beskid Sądecki za
piękne jesienne kolory drzew, to będzie ukontentowany - odnoszę wrażenie, że w
słowackich pasmach górskich położonych na południe od niego, czyli w Górach
Czerchowskich, czy właśnie w Bachureniu, te kolory są tak samo intensywne i
liczne, nawet jeśli zaczyna się chmurzyć na niebie, jak teraz.
zejście do Lipoviec
Wieś Lipovce niczym szczególnym się nie wyróżnia, ani na plus, ani na minus
- poza tym, że jest to najniższy punkt na mojej wycieczce, położony na
wysokości 550 metrów n.p.m. Za wsią jest wejście do Lačnovskiego Kañonu. To
długi na 2 km wąwóz z licznymi formacjami skalnymi i urozmaiconą rzeźbą
terenu, wznoszący się w górę aż do wsi Lačnov nad jego początkiem. Na
początku szlak mija niewielkie jeziorko z wiatą odpoczynkową. Krajobraz
przypomina tu nieco leśne dolinki Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
W dolnej części wąwozu znajduje się restauracja „Jančova Chata" prowadzona i
obsługiwana przez starsze małżeństwo. Panuje w niej domowy klimat, a
dodatkowy nastrój robi drewno palące się w kominku. Dziś jest niedziela,
chata jest otwarta, nie wiem jak z dostępnością w tygodniu poza sezonem.
Jedzenie jest dobre i tanie, za porcję smażonego sera z frytkami i sosem
tatarskim oraz duży kufel Kofoli płacę jedynie 8,5 Euro.
Spod chaty wiedzie ścieżka, którą w ciągu ok. 15 minut można podejść pod dość
skromne i mało widokowe ruiny zamku Lipovce, zbudowanego w XIII wieku i
zburzonego podczas powstania antyhabsburskiego w XVII wieku. Niewiele się
zachowało z zamkowych murów, odpuszczam.
Za chatą rzeźba terenu się urozmaica, wąwóz się zacieśnia, jest więcej skałek
i przechodzenia przez mnóstwo opadłych już liści. Jest nawet jedna metalowa
drabinka, niczym w Dierach. Prowadzi ona obok wodospadu, który często wysycha,
o czym mogę się dziś przekonać, bo właśnie wysechł.
Wszędzie liście, dużo liści, pod którymi niejednokrotnie znika ścieżka.
wyschnięty wodospad
skrzyżowanie z żółtym szlakiem
wychodzenie z Lačnovskiego Kaňonu
Lačnovski Kaňon z góry
W górnej części wąwozu szlak wychodzi lasem do wsi Lačnov, zamieszkałej w
dużej części przez Rusinów. Jak poprzednia wieś - Lipovce, nie wyróżniała
się niczym szczególnym, to Lačnov wyróżnia się, lecz raczej na minus. Domy
są skromne, czasem zapuszczone lub w średnim stanie. Można by rzec „klimat",
ale w tym klimacie ludzie mieszkają na co dzień. Tak wygląda położona gdzieś
w górach, z jedną drogą dojazdową, rzeczywistość wiejska środkowej Słowacji.
We wsi znajduje się położna na skarpie cerkiew św. Michała Archanioła, która
za chwilę będzie wyglądać bardzo fotogenicznie ze ścieżki wznoszącej się nad
wsią.
Z Lačnova zataczam koło - niebieskim, a potem czerwonym szlakiem idę na górę
Bučie. Jest połowa października, w Polsce jest już po redyku, ale na
Słowacji więcej miejscowych żyje z wypasu owiec i są one tu wypasane na
łąkach dłużej, jeśli pogoda pozwala. Październik 2025 roku jest bardzo
chłodny, ale mimo to owce nie zostały tu spędzone do zagród. Pamiętaj
niejedną październikową wycieczkę odbytą w krótkich spodniach, tym razem nie
założyłem ich ani razu, co więcej: wszystkie wycieczki odbyłem w wysokich,
skórzanych butach, bo było mi w nich cieplej. Niskie turystyczne buty z
siateczki używane przez mnie w okresie wiosenno-jesiennym byłyby
zdecydowanie zbyt przewiewne.
Na Sedlo Magura docieram po krótkim podejściu. Krajobraz tej przełęczy, jak
całego czerwonego szlaku przez Bucie, przypomina mi nieco Błatnią w
Beskidzie Śląskim, a też byłem tam jesienią. Też jest ładnie, kolorowo, są
piękne drzewa (choć tak fotogenicznych jak na Błatniej nie ma), a widoki są
nieco ograniczone. Mimo tego szlak na plus.
na Sedle Magura
góra Magura
w drodze na Bučie
w dole wieś Lipovce, na horyzoncie Rohačka
Góry Czerchowskie
na górze Bučie
Pętlę domykam na Sedle Buče, gdzie rano dopadła mnie na chwilę śnieżna zadymka
i nic nie było widać. Teraz za to widzę wieżę na Mindžovej, a wcześniej
krajobraz wzgórz wokół wsi Lipovce.
Góry Slanskie
wieża widokowa na Mindžovej
Rohačka
Wracam na parking. Słońce jest już nisko, łąka jest w cieniu, ale wierzchołki
gór i chmury na niebie są ładnie oświetlone popołudniowym słońcem.
Wracając samochodem mam nadzieję, na powtórkę dobrych warunków na punkcie
widokowym nad Ražñanami i ta nadzieja pięknie się spełnia. Piękne zamknięcie
dzisiejszej wycieczki w nowo poznanym słowackim paśmie górskim. Niech ktoś
tylko powie, że Słowacja nie jest rajem dla turysty górskiego - nawet tak mało
znane tereny potrafią tu być interesujące.






































































Pięknie. Wybiore się tam na wiosne. Zabiore namiot i pare dni posiedze.
OdpowiedzUsuń