Wokół Magurskiego Parku Narodowego na rowerze

Pętla długości 34 km z Krempnej szlakiem dawnych łemkowskich wsi. Ciekawy pomysł na wycieczkę rowerową po drogach i ścieżkach Beskidu Niskiego.

źródło: mapy.cz

Magurski Park Narodowy został utworzony w 1995 roku i jest jednym z najmłodszych parków narodowych w Polsce, a najmłodszym parkiem na terenach górskich. Głównym jego celem jest ochrona miejscowej fauny i flory, ponad 90% obszaru parku zajmują lasy.
Pierwszy, pobieżny rzut oka na mapę tych terenów wskazywałby na to, że wycieczka będzie przebiegać głównie przez tereny parku narodowego, ale jego granice omijają większość wsi znajdujących się tu, a park obejmuje głównie tereny leśne.
Zaczynam wycieczkę w Krepmnej. Jest to mała miejscowość, w centrum przy przecięciu dwóch dróg jest szkoła, urząd gminy, dwa sklepy spożywcze, mała kawiarnia na wolnym powietrzu i jedno stoisko z ubraniami. Tyle.
Parkuję przy urzędzie gminy i ruszam rowerem w trasę. W drodze do dwóch wsi: Kotań i Świątkowa Mała ruch samochodowy jest symboliczny. Cisza i sielanka. Nachodzi mnie skojarzenie (które się jeszcze kilkukrotnie pojawi tego dnia), że te tereny podobne są do Suwalszczyzny. Może wzgórza są wyższe, choć Suwalszczyzna też jest mocno pofalowana, ale te pojedyncze domy rozrzucone po polach i łąkach, drogi pośrodku „niczego" (tak w pozytywnym tego słowa znaczeniu), pasące się swobodnie krowy, mocno kojarzą mi się właśnie w polodowcowym krajobrazem na północ od Suwałk.

bocianie gniazdo zawsze jest dobrym prognostykiem

W niewielkiej odległości od głównej drogi znajdują się dwie cerkwie, do których zaglądam.
 
cerkiew w Kotani

cmentarz przycerkiewny w Kotani

Świątkowa Mała
 
cerkiew w Świątkowej Małej

Za Świątkową Małą droga wjeżdża w las przetykany rzadkimi polanami. Przy drodze pojawia się tablica ostrzegawcza „uwaga rysie". Wrażenie jazdy pośrodku niczego potęguje się.
Dojeżdżam do skrzyżowania z drogą prowadzącą do Nieznajowej. Zaglądam jeszcze za most na Wisłoce, pięknie widać stamtąd pola pod Feszówką. Trawa już tu mocno pożółkła.   
Przy skrzyżowaniu jest most na Wisłoce, będę ją przekraczał później kilkukrotnie w mało cywilizowany sposób, na razie patrzę jak wygląda z mostu.
Teraz jadę do Nieznajowej.
Zaraz za skrzyżowaniem stoi zaparkowanych kilka samochodów. Mówi się, że Beskid Niski jest dziki i słabo zagospodarowany turystycznie i jest to prawda, ale powoli, bardzo powoli to się zmienia, czego przykładem jest Toi-Toi stojący na początku drogi do Nieznajowej. O dziwo, jest w nim nawet woda w kranie.
Dzień wcześniej mocno padało, trochę się obawiałem błota na drogach, ale na szczęście jest dużo lepiej, niż się można było spodziewać - droga jest sucha, nieliczne kałuże nie utrudniają jazdy. Jest gorący lipcowy dzień, jadę na rowerze, co daje mi pewien przewiew, ale parę osób idzie do Nieznajowej na nogach. Ja się cieszę, że wybrałem rower, bo nie wiem, czy wycieczka piesza w taki upał sprawiła by mi tyle satysfakcji (taki eufemizm).
Na początku drogi po prawej stronie jest niewielki stawek. Stoją tam trzy osoby z podbierakami, ale okazuje się, że nie są to rybacy, ale naukowcy, którzy badają lokalną faunę bezkręgową.    
Płaska i szeroka droga prowadzi pomiędzy łąkami i wzgórzami, po raz drugi przywodząc na myśl tereny Suwalszczyzny.
Po chwili dojeżdżam do Nieznajowej.
Historia wsi sięga XVI wieku. W 1780 została zbudowana cerkiew, uważana za jedną z piękniejszych na Łemkowszczyźnie. W 1886 zanotowano 322 mieszkańców wsi, wszyscy byli wyznania grekokatolickiego. Historia rdzennych mieszkańców tej wsi, jak wielu na tych terenach, kończy się tuż po II wojnie światowej. W 1945 roku łemkowscy mieszkańcy, zapewne wobec wzmożonej agitacji okupanta, zdecydowali się wyjechać do Związku Sowieckiego, na teren obecnej Ukrainy), a Polacy przenieśli się do Czarnego. Po wysiedleniu mieszkańców teren wsi został przejęty na wypas owiec, gdzie gospodarowali górale z Podhala i PGR-u w Jasionce. Pod koniec lat 70 XX wieku do stanu wojennego działało tu także więzienie. To więźniowie przyczynili się do następnych zniszczeń obiektów sakralnych na terenie wsi, w tym cerkwi. Od jakiegoś czasu, kapliczki i krzyże w Nieznajowej poddawane są konserwacji oraz zostały ogrodzone dzięki Stowarzyszeniu Rozwoju Sołectwa Krzywa.
Jako ciekawostkę można dodać, że na przełomie XIX i XX wieku Austriacy mieli w planach utworzenie połączenia kolejowa z Jasła do Koniecznej i dalej do Bardejowa. Wytyczona została nawet trasa tego połączenia, która miała biec m.in. doliną Wisłoki W Nieznajowej miała znajdować się dość duża stacja kolejowa, która oprócz obsługi pasażerów miała mieć na wyposażeniu urządzenia do obsługi lokomotyw, m.in. wieżę wodną, czy dodatkową lokomotywę, ponieważ za Nieznajową zaczynał się najtrudniejszy odcinek przyszłej trasy. W archiwach zachowały się plany tejże stacji. Niestety I wojna światowa definitywnie przerwała starania o powstanie tego połączenia. Na niektórych mapach część tej trasa jest zaznaczona, np. na mapie Stanisława Majerskiego Map of Galicja and Lodomeria z 1910 roku ( LINK DO MAPY ). Świadczy to o tym, że kiedyś te tereny były zdecydowanie bliżej cywilizacji niż teraz. 
Na łące stoją symboliczne drzwi do wsi, na których umieszczona jest tablica informacyjna o Nieznajowej. Podobne symboliczne drzwi spotkam potem we wsi Długie.
Stojące pośród bujnej trawy krzyże i dzikie drzewa owocowe tworzą klimat „wsi której nie ma". Po zrobieniu zdjęć zasiadam na chwilę odpoczynku i kontemplacji w cieniu drzewa, bo przygrzewa coraz mocniej. Miejsce jest niezwykłe, jak tak popatrzeć na chłodno to nie ma tu nic ciekawego, ale to „nic ciekawego" świetnie buduje tu nastrój.
Z Nieznajowej skręcam w lewo na żółty szlak pieszy i Winny Szlak Rowerowy. Na odcinku do terenów dawnej wsi Czarne na szlaku znajduje się pięć brodów. Pierwszy i najgłębszy z nich znajduje się przy ujściu Zawoi do Wisłoki. Woda tam jest dla mnie po kolana. Zdejmuję buty i skarpety, podnoszę do góry rower, żeby nie zamoczyć łańcucha i ostrożnie przechodzę na drugą stronę. Kamienie są śliskie, trzeba uważać przy przechodzeniu.
Jestem już na drugiej stronie brodu. Rodzina z małym synem też chce przejść przez bród, tata przenosi małego na drugi brzeg.
Spotykam po drodze grupę tatusiów z małymi synami, robią pieszą pętlę z Bartnego. Zamieniamy kilka zdań. Część z nich idzie w sandałach, dobra opcja na te brody, tyle że mnie się źle jeździ na rowerze w sandałach, więc wpadam w ten rytm: zdjąć - zamoczyć - ubrać pięć razy.
Następny bród jest już płytszy, ale kamienie są w nim równie śliskie.
Jeden z nielicznych domów na tym szlaku: brama zamykana na pilota zwieńczona stalowymi szpikulcami, siatka zakończona dwoma rzędami drutu kolczastego, na słupie informacja o duchach, zaprawdę tajemnicza kraina.
Przy trzecim brodzie spotykam rowerzystę w klapkach. Widać, że ludzie sobie różnie radzą.
Jak pisałem wcześniej, po wczorajszych deszczach nie ma wiele śladów, tylko niewielkie kałuże.
Przez czwarty i piąty bród przechodzę bez dokumentacji fotograficznej, żeby was nie zanudzać. Za piątym brodem wyjeżdżam na bardziej otwarty teren. Pejzaż zdaje się być typowy dla Beskidu Niskiego, ale też ma w sobie coś z Suwalszczyzny.
Docieram do skrzyżowania z drogą prowadzącą do Wyszowatki. Tu obok brodu na Wisłoce jest zbudowany drewniany mostek, można pokonać rzekę w cywilizowany sposób. Przy rzeczce stoi kilka samochodów, które przyjechały od strony Wyszowatki, rodziny z dziećmi leżąc nad wodą, dzieci się taplają w rzece. Wakacyjna atmosfera. Droga od Wyszowatki nie leży na terenie parku narodowego, nie ma tu żadnych ograniczeń wjazdu.
Za mostem wkraczam na tereny dawnej wsi Długie. Na początku znajdują się tu dwa cmentarze, jeden dawny, łemkowki i drugi, starannie odniowiony cmentarz z I wojny światowej. Renowacja, która miała miejsce w 2018 roku, pozbawiła go całego uroku.
 
stary cmentarz łemkowski
 
cmentarz wojskowy z I wojny światowej
Wieś Długie też ma wielowiekową historię, w źródłach pisanych można znaleźć informacje o niej z XVI wieku. Przed II wojną światową mieszkało tu 39 rodzin. Po II wojnie światowej Długie podzieliło los innych łemkowskich wsi – część mieszkańców została wysiedlona na Ukrainę, część na polskie Ziemie Odzyskane (mieszkańcy Długiego w rejony Olsztyna i Fromborka).
Po wsi Długie nie ma żadnego śladu poza kilkoma krzyżami ustawionymi przy drodze. Szutrowa trasa prowadzi lekko pod górę dość wysoką nad doliną bezimiennego potoku.
Dojeżdżam na Przełęcz Długie z widokiem na wschodnią stronę.
Zjeżdżam do Wyszowatki. Droga zmienia się stopniowo z szutrowej na kiepską asfaltową, a z kiepskiej asfaltowej na dobrą asfaltową. Przy jednym z domów stoi stary krzyż, tu przyozdobiony kwiatami. Krajobraz zmienia się na rolniczy.    
Mijam znajdujące się przy drodze gospodarstwo rolne i wyjeżdżam na pola i łąki znajdujące się w zagłębieniu między Wyszowatką a Ożenną.
Takie domostwa można tu znaleźć. Przygotowane na opał drwa ułożone wzdłuż ścian domu jednoznacznie świadczą o tym, że ktoś tu mieszka i to chyba cały rok. Warunki bytowania są tu trudne, np. najbliższy sklep spożywczy znajduje się w Krempnej.    
Przed Ożenną rozpoczynam jedyny istotny podjazd na tej wycieczce, na odcinku 3,5 km czeka mnie 150 metrów podjazdu. Ale jaki to jest podjazd! Pusta droga wysadzana drzewami, po obu stronach piękne łąki i widoki na graniczne polsko-słowackie pasmo. Szkoda, że jest bardzo wczesne lipcowe popołudnie, słońce stoi wysoko na niebie, brak jest niskiego miękkiego światła i długich cieni rzucanych przez drzewa. Na pewno będzie jeszcze okazja o innej porze roku, jesienią są tu piękne kolory, słońce stoi niżej na niebie, a woda w brodach jest dużo zimniejsza.
Niemniej podjazd pod górę dostarcza wielu wrażeń widokowych.
Droga Ożenna - Krempna została odnowiona w 2019 roku, wcześniej był tu fatalny asfalt. Remont tej drogi wywołał wiele kontrowersji, głównym zarzutem był ten, że zwiększony ruch samochodowy na tej drodze jest zagrożeniem dla mieszkających tu dzikich zwierząt.
Droga nie jest utrzymywana w sezonie zimowym, co w jakiejś części rozwiązuje problem, natomiast w kwietniu 2020 roku Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie wprowadził czasowe ograniczenie w ruchu w okresie od 1 kwietnia do 31 sierpnia w ciągu drogi powiatowej Krempna - Ożenna. Ograniczenie nie dotyczy podmiotów realizujących ustawowe zadania Magurskiego Parku Narodowego, mieszkańców stale zameldowanych w gminie Krempna, zarządcy drogi oraz 30 pojazdów na dobę posiadających zgodę zarządcy drogi.
Przejazd jest możliwy po rejestracji SMS-owej, po weryfikacja wydawana jest jednorazowa zgoda na przejazd. Limit ten wydaje się być olbrzymi, przejazd tą trasą łącznie z odpoczynkiem w Ciechani zajął mi około półtorej godziny, podczas której nie minął mnie ani jeden samochód.
Na drodze ktoś wymalował taki motywacyjny napis. Jak dla mnie to ściema.
Potem droga znika w magurskim lesie, by wyjechać na najwyższe miejsce na tej trasie - punkt widokowy nad wsią Ciechania.
Ciechania to trzecia na dzisiejszym szlaku nieistniejąca wieś położona w dolinie poniżej drogi Krempna – Ożenna. Historia wsi jest typowa i kończy się wysiedleniem mieszkańców po II wojnie światowej. Po utworzeniu Magurskiego Parku Narodowego park przejął te tereny i prowadzi na dziś gospodarkę polegającą na koszeniu łąk, by zapobiec zarastaniu i zachować różnorodne zbiorowisko roślinne.
Dolina Ciechani była dostępna do zwiedzania do roku 2005, prowadził tędy niebieski szlak turystyczny, który jednakże w tym roku został przesunięty na granicę polsko-słowacką. W 2014 roku park dopuścił możliwość dojścia na cmentarz w okresie Wszystkich Świętych, a w 2016 roku dodał kolejne możliwości odwiedzenia doliny (cmentarza) w okresie Łemkowskiego Kermeszu w Olchowcu i Watry w Zdyni. Dodatkowo w 2016 roku władze Magurskiego Parku Narodowego dały możliwość wejścia w dolinę w weekendy, w sezonie turystycznym, z pracownikiem parku lub licencjonowanym przewodnikiem, ale liczba uczestników takich wejść jest mocno ograniczona. Opuszczona Ciechania stała się ostoją przyrody i dzikiej zwierzyny.
Siadam tu na chwilę odpoczynku. Oprócz przekąsek i ciepłego już picia delektuję się ciszą panującą wokół.
Teraz już pozostał mi tylko zjazd do Krempnej. Przyjemna droga z górki prowadzi głównie leśnymi terenami, ale przejeżdżam też przez tereny nieistniejącej już wsi Żydowskie. Rozwijam na rowerze szybkość ponad 50 km/h, zacnie. W Krempnej mijam po lewej stronie zalew stanowiący również teren rekreacyjny, niestety tamtejsza kawiarnia jest nieczynna, a część brzegu jest ogrodzona i trwa jakaś budowa. Kończę wycieczkę rowerową w centrum Krempnej, zamawiam w kawiarni lody i kawę.
Wracając do Krakowa fotografuję rolniczy krajobraz Beskidu Niskiego nad miejscowością Kąty i myślę, że trzeba będzie w domu opracować kolejną rowerową trasę po tych terenach. Przeczytałem w komentarzu pod postem na FB z poprzedniej wycieczki po Beskidzie Niskim, że jest to piękne miejsce, ale piękne dyskretnie i to jest bardzo dobre podsumowanie tego dnia.

Sebastian Słota

Komentarze

TOP 5

Na Tuł Szlakiem Cisownickim