6 kwietnia 2019

Ciemniak tam i z powrotem

Zima na Czerwonych Wierchach.


Ciemniak (2096 m. n.p.m.) to najdalej za zachód wysunięty szczyt masywu Czerwonych Wierchów. W nieodległej przeszłości, za poprzedniego ustroju nazywany „Pikiem Gomułki” (pik to po rosyjsku szczyt), przez analogię do „Piku Lenina”, jednego z wyższych szczytów gór Pamiru w Azji Środkowej.


Teraz zamiast Gomułki można sobie wstawić inne nazwisko, choć chyba nikt tego nie robi, w przeciwieństwie do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

Po tym wstępie historyczno-geograficzno-politycznym wróćmy może na łono Tatr. W marcu zima tatrzańska trzyma jeszcze mocno, w przeciwieństwie do Beskidów, gdzie śnieg mocno zalega jedynie w najwyższych partiach gór. Nie spodziewałem się, że po obfitych opadach śniegu z przełomu grudnia i stycznia tak szybko pożegnamy się z zimą w Beskidach. Dla zażycia zimowych pejzaży kierunek wydawał się oczywisty – Tatry Zachodnie.  Wyjście na Ciemniak czerwonym szlakiem z Kir wydawało się interesującą propozycją, tym bardziej, że na Ciemniaku jeszcze nie byłem zimą, a lubię sobie wyszukiwać na wycieczki trasy, którymi jeszcze nie szedłem, lub nie szedłem o danej porze roku. Lubię poznawać nowe miejsca, dobrze, że jeszcze dużo mam takich.

Wyżnia Kira Miętusia (duża polana na początku Doliny Kościeliskiej) podczas marcowego poranku jest jeszcze skryta w cieniu, choć słońce już oświetla zbocza Ciemniaka widoczne ponad drzewami.

Wyżnia Kira Miętusia

Szlak czerwony zaczyna się u wylotu Doliny Miętusiej i po przekroczeniu mostku na Potoku Miętusim zaczyna się wznosić lasem ku Ciemniakowi. Wg drogowskazu  na początku szlaku czas dojścia do celu to 3:50. Spotkałem się z wieloma opiniami, że ten szlak jest uciążliwy, nudny, męczący a nawet upierdliwy przez swą jednostajną monotonię podejścia. Cóż, trzeba się przekonać na własnej skórze. 

u wylotu Doliny Miętusiej

O ile w Kirach nie było już śladu śniegu, zaraz za mostkiem  na Potoku Miętusim trafiliśmy na śnieg na ścieżce, zrazu była to taka śnieżno-błotna kasza, ale gdzieś od 1200 m już się zrobiło się już zimowo.  Przez las co chwilę widać po prawej stronie Kominiarski Wierch, a na wprost Upłaziańską Kopę.

Kominiarski Wierch

Na wysokości ok. 1300 m n.p.m. dochodzimy do Polany Upłaz. Jest ciepło, nawet bardzo ciepło, mimo że to dopiero godzina ósma. Ściągamy softshelle i polary i grzejemy się w samych t-shirtach. Przez śniegi polany przebijają trawy, na widocznych na północy reglowych pagórkach jest już niewiele białego puchu, ale widniejąca na horyzoncie Babia Góra jest jeszcze w bieli.

Upłaziańska Kopa

na Polanie Upłaz

na Polanie Upłaz

Kominiarski Wierch

w stronę Babiej Góry

Kominiarski Wierch

Po krótkim marszu w lesie dochodzimy pod skałkę zwącą się Piec i przełęcz Siodło za Piecem (1460m n.p.m). Tu po raz pierwszy widać prowadzący równolegle do naszej drogi szlak na Małołączniak  z Przysłopu Miętusiego, prowadzący przez Kobylarzowy Żleb, a także wychylający się w oddali Giewont. Moje czujne beskidzkie oko wynajduje  też Trzy Korony zawieszone nad poranną mgłą oraz Prehybę na horyzoncie.

Piec

na przełęczy Siodło Za Piecem

Trzy Korony i Prehyba

Giewont, Małołączniak i Ciemniak

Małołączniak

Nad Piecem szlak wchodzi chyba w kosodrzewinę. Specjalnie piszę „chyba”, bo śniegu jest tyle, że widzimy tylko gdzieniegdzie wystające znad śniegu górne pędy kosówki. Inny zimowy świat.
Droga cały czas jednostajnie wiedzie pod górę, ale nudno nie jest. Pojawiają się widoczne pomiędzy upłazem a Kominiarskim Wierchem słowackie Tatry Zachodnie. Idę, obserwuję okolicę, wyłapuję detale. Kosówka pod nogami, nade mną słońce, obok ślady skiturowców, zimowy minimalizm.




słowackie Tatry Zachodnie na horyzoncie





biel i błękit

Docieramy na Przełączkę Przy Kopie, ja jak zwykle na końcu grupy. Tu dłuższy postój.

Twarda Kopa i Ciemniak

Tomanowa Grań - Smreczyński Wierch, Kamienista, Bystra i Błyszcz

grań Tatr Zachodnich od Bystrej po Brestową


Wychodzę (jako jedyny z grupy) na Kopę Upłaziańską i podziwiam widoki na zachodnią stronę.

Bystra i Błyszcz

Starorobociański Wierch, Jakubina, Jarząbczy Wierch

Idziemy dalej, coraz bliżej do mety. Na Chudej Przełączce czyjaś litościwa ręka odgarnęła śnieg sprzed tabliczki, żeby było wiadomo, gdzie naprawdę jesteśmy. Tak, naprawdę było tam tyle śniegu.


Finiszujemy. Jest ciepło, praktycznie nie wieje, a na tej wysokości przecież powinno. Wypatruję po prawej stronie w dole górnego wyjścia Wąwozu Kraków. Skąd taka nazwa? Otóż nadali ją górale, którym wąski wąwóz otoczony z obu stron wysokimi skalnymi ścianami kojarzył się z ulicami Krakowa.

Wąwóz Kraków

Właściwego Ciemniaka jeszcze nie widać, jest schowany za wierzchołkiem Twardej Kopy, za to po lewej stronie coraz bardziej imponująco prezentują się urwiska Krzesanicy. Sceneria robi się coraz bardziej wysokogórska.

Krzesanica, Twarda Kopa

Małołączniak, Krzesanica


pod Ciemniakiem

Na szczycie Ciemniaka plaża. Bezwietrznie i gorąco. Niektórym chyba za bardzo przygrzewa.

pamiątkowe foto

Widoki z Ciemniaka są trochę inne niż z pozostałych Czerwonych Wierchów. Przez to, że jest on ostatnim wierzchołkiem masywu, a grań główna Tatr skręca tu na południe, widać stąd dużo lepiej całe dalej na zachód położone Tatry Zachodnie, a w szczególności wznoszące się nad Doliną Pyszniańską Ornak, Bystrą z Błyszczem i Tomanową Grań. Dawno temu i w odległej galaktyce miałem okazję przejść ją całą od Tomanowej Przełęczy aż po Pyszniańską Przełęcz i nawet nie dostać mandatu za to. Kiedyś to było, flanelowe koszule i plecaki Sport Hofer, rok 1990...



Wracając do teraźniejszości – pora na obowiązkową relację ze szczytu, bo to widoki wokoło i w ogóle…

Małołączniak i Krzesanica

podejście na Krzesanicę

Niskie Tatry

Tomanowa Grań

Smreczyński Wierch, Kamienista

Krzesanica, Wysokie Tatry

poprzez Ornak i Wołowiec na słowackie Tatry Zachodnie

Świnica i Dolina Walentkowa

w stronę Rysów i Wysokiej

Nasza koleżanka, słynna tatrzańska kozica, pogalopowała na Krzesanicę, Małołączniak i Kopę Kondracką, ja z moją lepszą połówką zostaliśmy na Ciemniaku. Trochę odpoczynku i relaksu, strzeliłem żonie sesję modellingową na szczycie (dostępna po zalogowaniu i wykupieniu abonamentu, hehe), ona uwieczniła mnie na górskim tle i rozpoczęliśmy powrót na dół tą samą trasą, mając nadzieję na spotkanie się się w trójkę gdzieś na dole.

rzadkie zdjęcie fotografującej kozicy

wierzchołek Krzesanicy

ja i moje indiańskie czoło

Bystra i Błyszcz

zejście z Ciemniaka

Smreczyński Wierch, Kamienista

zejście z Ciemniaka


Giewont i Kobylarzowy Żleb

Na Przysłopie Miętusim prawie wiosna. Na Wyżniej Kirze Miętusiej już są pierwsze krokusy.

Przysłop Miętusi


Jeszcze rzut oka na nasz cel wycieczki (na lewo nad drzewami).


W Dolinie Kościeliskiej, mimo pięknej pogody, w tę sobotę nie było wielu spacerowiczów. Krokusowe szaleństwo ma dopiero nadejść. Co mnie uderzyło – my, wygrzani graniowym słońcem, schodziliśmy w samych t-shirtach, podczas gdy większość ludzi była poubierana w jakieś kurtki. Z drugiej strony, tu o godzinie piętnastej było chłodniej niż na górze w południe. Może to była inwersja? Kto wie.

Sebastian Słota

5 komentarzy:

  1. O ile się nie mylę, w czasach Gomułki powstały określenia: ciemniak, ciemniacy, ciemniactwo.
    Stąd Nazwa "Ciemniak" najbardziej pasuje do "Piku Gomułki", co się po naszemu wykłada "Góra Gomułki", a może "Szczyt Gomułki".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu wypada mi napisać, że wycisnąłeś z tego standardu, jakim są Czerwone, wszystko to, co można. Jakoś tak robisz te zdjęcia, że mnie się podoba nawet takie niebiesko-białe. Oczywiście porównuję sobie twoje fotki do moich zdjęć. I na kilometr widać, że to niebo a ziemia. Jak zawsze świetnie ogląda się (i czyta) twoją relację. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Zawsze staram się wycisnąć jak najwięcej z fotografii robionych na wycieczkach. Cieszę się, że się podobają.

      Usuń
  3. Fajna wycieczka, a tam wyżej jeszcze całkiem biało. Zimowe warunki nie chcą tak łatwo odejść ;)

    OdpowiedzUsuń