świt na Zakrzówku we Wszystkich Świętych

romantycznie w Krakowie


Poranek w plenerze to pora wielobarwnego nieba i mgieł snujących się po polach. Bardzo lubię tą porą dnia, dla mnie ma w sobie coś magicznego. Na pograniczu nocy i dnia można oglądać krajobrazy inne niż w dzień, gdy słońce stoi wysoko na niebie. Wyjście w plener o poranku wymaga oczywiście wstania, gdy jeszcze jest noc, ale ja nie mam z tym problemów, nie jestem tym gryzoniem z mema:


Powie ktoś, że przecież podobne zjawiska na niebie można zaobserwować wieczorem, podczas zachodu słońca i nie trzeba się zrywać z łóżka przed świtem. W sumie racja, ale poranki są według mnie ciekawsze, bo dochodzi czynnik mgieł, poza tym jest jeszcze jedno zjawisko, które pogarsza obserwacje o zachodzie słońca: smog. Poza tym lubię tę ciszę i samotność, jakich mogę doświadczać o poranku, choć coraz częściej zdarza mi się spotkać innych fotografów. W okresie od września do kwietnia, gdy wschody i zachody słońca są najciekawsze (w lecie przy wysokich temperaturach powietrza nie jest wg mnie już tak atrakcyjnie), wieczorem smog potrafi niestety skutecznie zepsuć wrażenia widokowe, rano powietrze raczej jest przejrzystsze, choć oczywiście zdarzają się poranki, gdzie słońce nie jest w stanie przebić się przez zanieczyszczenia powietrza.

Było trochę o uwarunkowaniach meteorologicznych, to teraz o miejscu. 1 listopada, w dzień Wszystkich Świętych, wybrałem się na wschód słońca na skałki na Zakrzówku. Jest tam świetne miejsce widokowe na Kraków - skarpa położona przy północno-wschodniej części zalewu na Zakrzówku. Północne ściany skarpy służyły ongiś jako miejsca wspinaczkowe, ale na szczyt skarpy wiodą od pozostałych stron wygodnie ścieżki spacerowe.

Jadąc rowerem przez Stare Miasto (było po piątej rano) spotykałem całkiem sporo wracających z imprez halloweenowych przebierańców, były czynne kebabownie i Carrefour Express na ul. Floriańskiej, może nie było wielkich tłumów, ale też trudno było powiedzieć, że było pusto na mieście. Dla imprezowiczów kończyły się atrakcje, dla mnie (jak miałem nadzieję) dopiero miały nadejść.

Przyjechałem na Zakrzówek przed świtem. Niebo było bezchmurne - kurczę, trochę płasko. Na szczęście uprzedzając fakty powiem, że się potem trochę przychmurzyło i przymgliło, żeby było fajniej.



Na powyższym zdjęciu na horyzoncie widać Tatry. Przyznam się, że nie widziałem ich tego poranka, zobaczyłem je dopiero na monitorze komputera. Ech, oczy już nie te, choć z drugiej strony na moich wycieczkach udaje mi się sporo wypatrzeć.


Nad Krakowem wisiał niewielki smog, który na szczęście nie przesłaniał istotnie widoku.

Zamek Królewski na Wawelu

Za to okoliczne pola i łąki wokół Zakrzówka zaczęły się pokrywać mgłą.








Czas ok. pół godziny przed wschodem słońca potrafi być czasem bardziej interesujący niż sam wschód. Tego dnia było cały czas ciekawie.

wschodzące słońce



wschód słońca, fotograf i pies

Na sporej ilości zdjęć można zauważyć podłużny biurowiec. Jest to obiekt znajdujący się na ul. Kapelanka, obok Tesco. Z racji położenia na wschód od Zakrzówka często znajdował się na linii fotografii. Trzeba przyznać, że ładnie się wkomponowywał.







Czy poranek w mieście może być romantyczny?



Sporo zdjęć tego typu, jak powyżej, można znaleźć w sieci robionych podczas poranków w górach. Jest kilka takich sztandarowych miejscówek: Ochodzita, Skrzyczne, Mogielica, Wysoki Wierch, Lubań i Wdżar. Tu zamiast pagórków mamy bloki mieszkalne, ale zdjęcie chyba na tym nie traci, prawda?

poranne "lasery"

"lasery" raz jeszcze

Kopiec Kościuszki

W miarę podnoszenia się słońca niebo niebieszczało, ale cały czas było pięknie. Jak pisałem wcześniej, smog specjalnie nie dokuczał.

centrum Krakowa

jeszcze raz odrobina impresjonizmu

wieże Kościoła Mariackiego i Wawel

i jeszcze raz budynek biurowca na Kapelance.

panorama Krakowa

Postanowiłem zajrzeć jeszcze, co słychać nad Zalewem. Byłem tam ostatnio w wakacje, udało mi się utrafić w piękne lipcowe popołudnie i zwiedzić ścieżkę dookoła Zalewu (relacja TUTAJ), wtedy pisałem o tym, że teren Zalewu jest ogrodzony, ale trwa ciągła zabawa w kotka i myszkę z zarządcą terenu, który co chwilę łata przeciętą w celu wejścia siatkę ogrodzeniową. Ktoś poszedł po rozum do głowy i odpuścił temat (za dużo jest tego ogrodzenia do sprawdzania) i zamontował od północnej strony Zalewu bramkę do wejścia na ścieżkę wokół Zalewu. Jest tam przygotowane miejsce na kłódkę, w razie czego bramkę można zamknąć, ale tego dnia było ona otwarta. Dla mnie dobry ruch!

Poranne widoki na Zalew poniżej.






Pora się robiła coraz późniejsza, było już po ósmej, więc najwyższa pora na powrót. Jeszcze ostatnie spojrzenia na Kraków, dwa zdjęcia z ważnym elementem krajobrazu, jakim są chmury i do domu...




Mam nadzieję, że czytelnicy nie są znudzeni kolejnymi zdjęciami ze świtów, bo ostatnio sporo relacji tego typu się pojawiło na moim blogu. Jeden ze znajomych mi zasugerował ostatnio, że może by tak wrzucić coś z Sudetów? No nie wiem, nie wiem, jakoś mi nie po drodze.

Sebastian Słota

Komentarze

TOP 5

Na Tuł Szlakiem Cisownickim