26 sierpnia 2018

Siwy Wierch i Rzędowe Skały

na zachodnim skraju Tatr


Siwy Wierch (1805 m. n.p.m) położony jest na zachodnim skraju słowackich Tatr Zachodnich, choć spotkałem się również z podziałem Tatr wyodrębniających masyw Siwego Wierchu jako osobną część Tatr, czwartą po Tatrach Bielskich, Wysokich i Zachodnich. Coś na rzeczy jest, bo krajobrazowo rejon ten znacznie się różni od sąsiednich Tatr Zachodnich i bardziej przypomina leżące bezpośrednio na zachód Góry Choczańskie czy Małą Fatrę.  Rozległy masyw zbudowany jest z wapieni i dolomitów płaszczowiny choczańskiej, które tworzą pod szczytem Siwego Wierchu tzw. miasto skalne -  noszący nazwę Rzędowych Skał labirynt turni i baszt skalnych, poprzedzielanych rozpadlinami. Jak to zwykle bywa na wapiennych skałach, występuje tam bardzo bogata roślinność.
We wpisie tym opisuję miejsca położone tylko na Słowacji, ale będę się posługiwał nazwami w polskiej transkrypcji językowej, jakoś tak mi się bardziej naturalnie wydaje. Nazwy po polsku nie różnią się zasadniczo od oryginalnych słowackich, nie powinno być problemu z dopasowaniem topografii.

Na Siwy Wierch wiodą bezpośrednio trzy szlaki:

1. od południa zielony z Jałowca przez Babki i Ostrą (z wariantem niebieskim koło schroniska Chata Pod Naruzim,
2. czerwony z Wyżniej Przełęczy Huciańskiej przez Rzędowe Skały,
3. żółty i czerwony z Zuberca przez Przełęcz Palenica

Oczywiście dla dalekobieżnych jest jeszcze opcja dojścia z grani Tatr Zachodnich przez Brestową, Salatyn czy inne dalej położone szczyty. Ja wybrałem szlak czerwony z Wyżniej Przełęczy Huciańskiej, magnesem dla tej trasy było przejście przez położone pod szczytem Rzędowe Skały.


Pomysł na wycieczkę na Siwy Wierch miałem już od dawna, teraz nadarzyła się stosowna okazja, bo w polskich Tatrach w długi sierpniowy weekend spodziewać się można było tłumów, a i droga z Krakowa mogła być zakorkowana. Pod Siwy Wierch droga samochodem wiodła przez Chyżne i Orawę, co pozwoliło znacznie zredukować ryzyko stania w korku, zwłaszcza w drodze powrotnej (a wycieczka była w niedzielę).
Po drodze budził się już krótszy, sierpniowy dzień. Poranne mgły spowiły okolicę, udało mi się pięknie sfotografować „Królową" Babią Górę o świcie.

Po zjeździe z „Zakopianki" w Rabce wjechaliśmy w mgłę, która nam towarzyszyła przez całą polską Orawę i rozwiała się dopiero za Trsteną. Takie pejzaże były po drodze:

w Chyżnem

Wyżnia Przełęcz Huciańska, miejsce startu naszej wędrówki, jest położona na wysokości 950  m n.p.m. 5 km na południe od Zuberca. Jadąc od tej miejscowości, ok. 500 metrów za przełęczą znajduje się położony przy drodze bezpłatny parking. Miejsc do parkowania jest dużo, a my, będąc na miejscu o 7.40 byliśmy pierwsi. Faktem jest, że parę aut stało na poboczu przy samej przełęczy przy pensjonacie „Biała Skała", gdzie szlak się rozpoczyna.

ruszamy równo ze słonkiem wychodzącym zza gór


Od przełęczy szlak wznosi się stromo pod górę i w zasadzie aż do osiągnięcia Rzędowych Skał na wysokości 1600m podejście jest cały czas strome i nużące. Stromizny przywodzą mi na myśl Wielką Fatrę. Początkowe krajobrazy na szlaku nie są zbyt piękne, widać w okolicy sporo wiatrołomów i ściętych drzew, a szeroka, rozjeźdżona ciężkimi oponami droga i zeskładowane przy przełęczy wielkie pnie drzew świadczą o tym, że wycinka drzew idzie na całego.


Po ok. 100 metrów podejścia szlak wchodzi w las na dłuższy moment. Przy okazji taka ciekawostka: na całym szlaku co 100m podejścia znajdują się tabliczki informujące, że właśnie osiągnęliśmy kolejną poziomicę na mapie, co dla jednych może być motywujące, dla innych (daleko jeszcze....) wprost przeciwnie. W każdym razie wypatrywanie słupków może być świetną zabawą.

Na wysokości 1320m  znajduje się Biała Przełęcz, z której w lewo prowadzi ścieżka na samą Białą Skałę, pierwsze miejsce widokowe na szlaku. Boczna ścieżka nie jest oznaczona, można w zamyśleniu ją ominąć, ale wystarczy idąc lasem wypatrywać pierwszych skał wapiennych zza drzew i to będzie właśnie Biała Skała.
Z tego miejsca rozpościera się piękny widok na wiele pasm górskich. Na południu na horyzoncie widać grań Niskich Tatr, na zachód widać Góry Choczańskie z Wielkim Choczem na czele, a tuż obok nich grań Krywańskiej Małej Fatry. Na północ widać było Orawę i górujące nad nią szczyty Pilska i Babiej Góry, a na wschodzie nieśmiało wychylała się grań Tatr Zachodnich. W dole widać było głęboko wciętą Suchą Dolinę Sielnicką. Pora jeszcze była wczesna, na Orawą unosiły się jeszcze mgły, przez które jechaliśmy samochodem.

Babia Góra i mgły nad Orawą

widok z Białej Skały




na Białej Skale, na horyzoncie stożek Wielkiego Chocza i ledwo widoczna grań Małej Fatry

Widoczność, jak to w lecie, nie zachwycała, ale też nie było źle. Niebo było praktycznie bezchmurne, trochę mi brakowało obłoków dających bardziej miękkie światło, tak pożądane na zdjęciach. Na szczęście, jak to bywa w Tatrach latem, później się zachmurzyło, a popołudniu, jak słońce zeszło niżej nad horyzont i pojawiły się piękne obłoki z waty cukrowej, to warunki zrobiły się bajeczne.
Po zejściu z Białej Skały szlak nadal wiedzie lasem, po drodze mija się kilka polanek widokowych. Krajobrazy robią się coraz bardziej skałkowe, bardzo przypominające te z Fatry.

w drodze na Siwy Wierch

pierwsze spojrzenie na Siwy Wierch - ze skałkami na szczycie


pojawiają się pierwsze chmurki na niebie, na razie tak nieśmiało

w wyższych partiach szlak opuszcza las i rozpoczyna się wędrówka pośród kosodrzewiny

Po osiągnięciu ok. 1600m n.p.m. szlak wiedzie aż do szczytu poprzez skupisko wapiennych skałek i ostańców, zwane Rzędowymi Skałkami. Droga wiedzie różnie, raz pod skałkami, raz samym grzbietem, ale generalnie jest słabo oznakowana i mylna, łatwo zagubić właściwą drogę. W dwóch miejscach szlak prowadzi przez kilkumetrowe kominy skałkowe, w których widnieją zabezpieczenia w postaci łańcuchów i klamer ułatwiających wspinaczkę. Idąc przez Rzędowe Skałki, warto odwracać głowę do tyłu, bo widoki tego skalnego miasta robią duże wrażenie.




ostre sierpniowe słońce sprzyja robieniu kontrastowych zdjęć


widok na Rzędowe Skały


kozica na szlaku


jeden z dwóch ubezpieczonych fragmentów

Po przejściu grzebienia Rzędowych Skałek, dwóch kominów zabezpieczonych łańcuchami i kilku miejsc wymagających pewnej wprawy we wspinaczce osiągnęliśmy wysokość 1805 m n.p.m., czyli wierzchołek Siwego Wierchu. Dopiero sprzed wierzchołka widać grań słowackich Tatr Zachodnich, od Brestowej aż po Banikow, nad głównym grzbietem wychyla się po lewej masyw Osobitej. Na południu jest odległy grzbiet Niskich Tatr i przed nimi stercząca piramidka Ostrej. Przez całą drogę na Siwy Wierch minęliśmy kilkanaście osób (ech,  fajne te słowackie „zagęszczenia"), na sam szczyt weszło potem sporo turystów, bo zameldowały się trzy grupy: jedna słowacka i dwie z Polski: wycieczka z PTTK Oświęcim i PTT Chrzanów. Jak tylko pojawiła się forpoczta grup z Polski, to szybko obskoczyłem rundkę wokół słupka z tabliczką „Siwy Wierch" i obfotografowałem widoczki naokoło. W międzyczasie dochodziły kolejne osoby z ww. grup i muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony przedziałem wiekowym turystów, bo było tam sporo osób w wieku emerytalnym, które dzielnie sobie poradziły z tym dość stromym podejściem.

panorama słowackich Tatr Zachodnich

zbliżenie na szlak prowadzący na Brestową

tatrzańskie chmurki

widok na południe, Ostra w cieniu

panorama Tatr pod chmurami, w użyciu był czerwony filtr

odpoczynek z widokiem na Tatry

Cóż, powrót na parking tą samą trasą, to chyba jest jedyny minus wyjazdu w góry samochodem, że trzeba do niego wrócić, a nie zawsze jest możliwość zrobienia jakieś „pętelki". Tu jej nie było. W takich przypadkach zawsze się pocieszam fotograficznie, że słońce świeci po południu z innej strony, więc może być „lepsze światło" w którym te same miejsca będą wyglądać inaczej, może nawet dużo lepiej. Ta zasada zadziałała na tej wycieczce bardzo dobrze, bo rano szliśmy pod górę pod bezchmurnym niebem, a słońce stało nad Siwym Wierchem utrudniając robienie zdjęć (choć na pewno coś tam udało się wykrzesać, co widać na wcześniejszych fotografiach), natomiast po południu słońce zeszło na bok szlaku, pojawiły się na niebie piękne baranki, albo kłęby waty cukrowej (jak kto woli), więc można było się oddać fotografowaniu Rzędowych Skałek ponownie, z mocno interesującym efektem.



fantastyczne formy skalne


widok na Siwy Wierch


ostańce skalne

Nad Babią Górą (jak to często bywa), zawisły tego popołudnia ciężkie chmury.


na prawo Siwy Wierch

spojrzenie w tył na cel wędrówki, w dole słupek z napisem "1600 m"

opuszczamy Rzędowe Skałki

Odpuściliśmy ponowne wchodzenie na Białą Skałę, trochę już odczuwaliśmy świecące cały dzień mocno słońce. Pozostało już tylko zejść lasem na Wyżnią Huciańską Przełęcz. Po drodze jeszcze mały postój w lesie



i wyszliśmy na otwartą przestrzeń nad przełęczą. Znad pagórków widać było wystające szczyty Wielkiego i Małego Rozsutca na Małej Fatrze - tam już niedługo jadę na wakacje i mam nadzieję na wiele udanych wycieczek i zdjęć.


Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Zuberca na słowacki posiłek w restauracji, ja zamówiłem dwie słowackie specjalności: bryndzowe haluszki (małe kluseczki przypominające kopytka, w sosie śmietanowo-bryndzowym, okraszone skwarkami) oraz kofolę (napój gazowany produkowany tylko w Słowacji, przypominający w smaku colę, ale mniej słodki i o lekkim ziołowym posmaku). Tak sobie siedzieliśmy na tarasie restauracji w Zubercu, przy głównej ulicy, poruszając temat sielanki, ciszy i spokoju, jaki panuje w słowackich górach i miejscowościach turystycznych, zwłaszcza w porównaniu z wakacyjnym oblężeniem Zakopanego czy Szczawnicy.

Sebastian Słota

2 komentarze:

  1. Czytam i oglądam twoje relacje systematycznie. Zerknąłem teraz, zobaczyłem "trasę" i pomyślałem: co może być ciekawego na tym kawałku czerwonego tam i z powrotem ? Dobra, zobaczę dalej. No i oczywiście niespodzianka. Z pozoru mało zachęcający szlak okazuje się być świetną, ciekawą trasą, a zdjęcia - jak zawsze - takie, że aż chc się sprawdzić, jak i kiedy można tam dojechać. Wiadomo: najbardziej podobają mi sie poranne mgły i "kontrastowe" zdjęcie. Zdjęcie dziewczyny w kominie i kilka innych ujęć skał zastanawiają mnie od strony warsztatowej. Mnie, fotografowi "trybu AUTO", nigdy takie fotki nie udaja się. Niby coś jest, ale zawsze połowy rzeczy nie widać, nie czuje się przestrzeni, wszystko jest spłaszczone i jakieś "nieefektowne".
    Dzięki za udaną kolejną sesję.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję Góralu za miłe słowa i wyczerpującą recenzję. Postaram się nadal "trzymać poziom", a i Tobie życzę wielu wrażeń na szlaku.

    OdpowiedzUsuń