Na płaskowyżu masywu Bedeleu

Masyw Bedeleu to grupa szczytów w rumuńskich górach Trascau położona ok. 8 km na zachód od Skały Szeklersklej, chyba najbardziej charakterystycznego szczytu tych gór.
Same góry Trascau oferują zróżnicowany i urokliwy krajobraz: dużo skał, wąwozów i przewyższeń. Choć nie są to góry przesadnie wysokie jak na rumuńskie realia (najwyższy szczyt pasma - Poienita liczy 1437 metrów n.p.m.), to ich stromizny i przewyższenia potrafią wytyczyć wymagającą trasę wycieczki, przy zachowaniu wysokich walorów widokowych.
Masyw Bedeleu to potoczna nazwa łącząca kilka szczytów, z najwyższym Bedeleu (1227 metrów n.p.m.), między którymi rozciąga się płaskowyż wyglądający z mapy na tereny łąkowo-pasterskie. Od wschodniej strony masyw opada względnie łagodnymi zboczami do wsi lzvoaerle i Coltesti, natomiast od zachodniej kończy się prawie 300 metrowymi urwiskami skalnymi opadającymi pod wieś i monastyr Sub Piatra.
Te urwiska i monastyr już oglądaliśmy, wszystko jest zamieszczone w poprzedniej relacji, dziś idziemy od tej łagodniejszej strony. To nasza ostatnia górska wycieczka podczas wakacji w Górach Trascau, na koniec chcemy przejść coś łatwiejszego.

 
Jedziemy samochodem do miejscowości lzvoaerle. Nie ma tam parkingu, jedyne miejsce, gdzie można zostawić bezpiecznie samochód to bardzo niewielki placyk przy tamtejszej cerkwi. Tam też go zostawiamy, z aprobatą miejscowej babuleńki, dla której widok turystów tutaj jest wielkim rarytasem. Idziemy pośród łąk czerwonym szlakiem.
Przed nami Wąwóz Plai (Cheile Plaiului). To głęboko wcięty kanion pomiędzy dwoma szczytami masywu tj. Plesii i Varful Cornului. Ścieżka prowadzi lasem, miejscami przez rumowiska skalne lub po kamieniach bezpośrednio przy potoku. Na szlaku można znaleźć kilka powalonych drzew, które jednakże nie utrudniają istotnie wędrówki. Pozwolę sobie zacytować fragment opinii Google z tego miejsca, bo dobrze oddaje ona istotę tutejszych szlaków: „Szlak jest dobrze oznakowany, ale niezbyt uczęszczany, podobnie jak wiele innych pięknych szlaków w Trascau i okolicach". Amen.
Z wąwozu wychodzimy na łąki płaskowyżu. O ile jeszcze w lzvoaerle mieliśmy dużo słońca, to tu jest więcej chmur i to dość nisko zawieszonych, zachodzących nawet na zbocza gór. W połączeniu z bujną wiosenną roślinnością tworzy to lekko tropikalny pejzaż, który przypomina mi odwiedzoną w 2019 roku Maderę.
Nie mamy jasno określonej koncepcji spaceru po płaskowyżu po tej części płaskowyżu, zdajemy się na spontaniczność. Na razie idziemy czerwonym szlakiem w północnym kierunku. Spontaniczność naszych działań ograniczają liczne ogrodzenia pastwisk. Co dziwne, mimo początku czerwca, obfitości zieleni oraz już wysokich temperatur nie widzimy tu w wiele pasących się zwierząt, choć się zdarzają. Działalność pasterska ma tu miejsce, o czym świadczy kilka rozstawionych na łąkach starych przyczep kempingowych, zapewne służących pasterzom za mieszkania.
Z okolic znajdującego się poniżej niebieskiego szlaku dobiegają nas odgłosy stada owiec i szczekanie pilnujących je psów. Odpuszczamy ten szlak, wracamy tą samą drogą na skrzyżowanie ścieżek.
Widać mocno zniszczone i dawno nie odnawiane drogowskazy turystyczne. Chyba nie ma tu potrzeby dbania o nie.
Idziemy bezszlakowo na Pleiscoare. Pogoda jest mocno zmienna i dynamiczna, choć w tym przypadku atrakcyjność tego dynamizmu będzie spadać w miarę kolejnych przebytych kilometrów.
Pleiscoare to góra licząca 1225 metrów wysokości, najwyżej osiągnięty punkt zarówno dzisiaj, jak i na całych wakacjach w górach Trascau. Sam jej wierzchołek jest zalesiony, ale na zachodnich zboczach jest spora łąka, na której zasiadamy na odpoczynek i podziwianie widoków.

Plesii (1250m n.p.m.)

W okolicy znajdują się dwie góry o nazwie Plesii. Jedna o wysokości 1250 metrów położona nad Wąwozem Ramet i tę właśnie widać na zdjęcu powyżej, oraz druga, o wysokości 1131 metrów w bezpośrednim sąsiedztwie naszego dzisiejszego szlaku.
 
na horyzoncie Muntele Mare

Plesii (1131m n.p.m.)

Na łagodnych zboczach tej drugiej Piesii widać liczne kręgi na trawie, których pochodzenie jest mi nieznane. Wyglądają intrygująco.
Z góry dochodzimy do żółtego szlaku.
 
Dealu Mare i Prislop

Przy skrzyżowaniu ścieżek stoi tajemniczy krzyż z napisami na cokole. Napisy są równie tajemnicze.
Przyjemne tereny łączkowe zejścia płynnie przechodzą w kolejny wąwóz - Cheile Bedeleului. Nie jest on jakiś spektakularny, jest taki sobie - idziemy szeroką gruntową drogą miedzy jego zboczami, a na jego końcu przechodzimy takim krótkim „korytarzem” pomiędzy skałkami.
Rozpościerają się stąd szerokie widoki na okolicę, zwłaszcza na położone po drugiej stronie pasmo od Skały Szeklerskiej po szczyty Data i Rachis.

Rachis

Data

zbocza Varful Cornului
Wszystko to oglądamy schodząc jednocześnie łagodnie łąkami w dół. Bardzo lubię takie niespieszne, łatwe zejścia pozwalające cieszyć się krajobrazem. Wielokrotnie miałem przyjemność takiego kończenia wycieczki w Beskidach.

wieś Izvoaerle

Piatra Secuiului (Skała Szeklerska)
Na koniec wycieczki możemy się napić wody ze źródełka używając kubka z motywem religijnym.
Z pewnością była to najłatwiejsza wycieczka z pięciu odbytych przez nas w Górach Trascau i jednocześnie taka najmniej nasycona krajobrazową „rumuńskością", jeśli wiecie co mam na myśli. Mam nadzieję, że tak.
Ale mimo tego warto się tam było wybrać, ponieważ nawet przeciętna górska wycieczka w Rumunii potrafi być interesująca, a ta taka była. Szkoda jedynie, że było tak mało słońca.

Sebastian Słota

Komentarze

TOP 5

Na Tuł Szlakiem Cisownickim