Wąwóz Turda (Cheile Turzii)
Wąwóz położony na północno-wschodnim skraju rumuńskich Gór Trascau, długi na
prawie 3 km i cechujący się skalnymi ścianami o wysokości sięgającej nawet 250 metrów.
Wąwóz położony jest w bliskiej odległości od dwóch rumuńskich miast: Turdy
(od której wziął nazwę) oraz Kluż - Napoki, co w połączeniu ze słoneczną
sobotą, a w taki dzień tu przyjeżdżamy, powoduje dość duży ruch turystyczny.
Po prostu oprócz osób zwiedzających Rumunię, tak jak my, sporo tu lokalsów
pragnących miło spędzić weekend.
Jeśli chodzi o zwiedzanie wąwozu, to jego dnem prowadzi oczywiście szlak
turystyczny, odpowiednio zabezpieczony (stopnie, mostki), jak przystało na
wąwozowe szlaki. Za to drogę powrotną można sobie urozmaicić, wracając jednym
z dwóch szlaków wiodących górnymi krawędziami wąwozu. Obie ścieżki na mapie
wyglądają ciekawie, wybór jest trudny. W końcu decydują aspekty fotograficzne
- wracając północną ścieżką narażam się na konieczność robienia zdjęć pod
światło, w tym kontekście ścieżka południowa jest dużo lepsza.
Do wąwozu dojeżdżamy od strony miejscowości Cheia. Płaski krajobraz nie
sugeruje początkowo obecności 250 metrowych ścian skalnych, dopiero po
nabraniu znacznej wysokości na drodze pojawia się on - Wąwóz Turda.
Pierwszy przystanek mamy jeszcze przed samym wąwozem. Na skrzyżowaniu dróg
znajduje się punkt widokowy na bramę wąwozu, wystarczy zaparkować samochód i
wyjść kilka metrów do góry na skałkę. Nie powinno się przepuszczać takich
okazji, więc nigdy nie przepuszczam.
Pod punktem można skorzystać w pierwszego dziś skupiska gastronomii, zaś z
samego punktu można zjechać na dół tyrolką, która na dystansie 600 metrów
pozwala zjechać 100 metrów niżej.
My zjeżdżamy na dół samochodem na duży parking znajdujący się u wylotu
wąwozu. Parking jest płatny, ale nie jest drogo. Zabijcie mnie, ale nie
pamiętam ceny. Początek wąwozu to krótka ścieżka pośród lasu. Mijamy
zamkniętą budkę biletową. Dziwne, jest sobota i nie tak znowu wczesna pora,
raczej „normalny" ranek. Tak czy siak, ileś tam lei zaoszczędzone.
Nad nami widać sporej wielkości wapienne turnie. Uprzedzając fakty powiem,
że ich widok z góry jest dużo ciekawszy niż z dna wąwozu. Niemniej na razie
cieszymy się przyjemnym spacerem.
Woda w rzece Hasdate przepływającej przez wąwóz jest w brunatnym kolorze i
jest dość mętna - w niczym nie przypomina lazuru słoweńskich górskich
potoków, niestety. Nie padało od co najmniej kilku dni, taki stan wody
wynika z przyczyn geologicznych i osadów z gleby nanoszonych we
wcześniejszych odcinkach rzeki, której źródło jest zlokalizowane w pobliżu
miejscowości o tej samej nazwie co rzeka, w odległości ok. 25 km od wąwozu –
nie jest to typowy "wąwozowy” górski strumień.
Gdzieniegdzie pojawiają się ubezpieczenia szlaku (kilka klamer, kilka poręczy, kilka mostków), ale szlak nie powinien trudności nawet mało wprawnemu turyście, choć mostki nie są w idealnym stanie.
Wlot wąwozu po drugiej stronie kończy się sporą łąką. Jest tu też dziki, darmowy parking - to wiadomość dla oszczędnych.
Idziemy w górę. Ponieważ obchodzimy wąwóz od południowej strony, skręcamy w lewo.
Na początku mamy widoki na łączki, wraz z nimi możemy oglądać okoliczne miejscowości oraz znajdujące się na horyzoncie Góry Trasacu. Wznosząca się nad Rimeteą góra Ardascheia jest z tej strony mocno szpiczasta, wygląda zupełnie inaczej niż z Rimetei czy Skały Szeklerskiej.
Przechodząc jednakże całą trasę po południowej stronie wąwozu możemy obserwować jego ściany i skały z różnych perspektyw. Tak jak pisałem wcześniej, wąwóz Turda wygląda dużo bardziej okazale z góry niż z dołu. Przypuszczam, że widoki z drugiej strony są równie spektakularne.
w dole wieś Petresi de Mijloc
północna strona wąwozu Turda
na czerwonym szlaku
Góry Trascau, w środku szpiczasta Ardascheia
krzyż po północnej stronie wąwozu
wlot wąwozu
Wąwóz Turda
Ostatnio etap przejścia górnej części wąwozu to taka galeryjka ustawiona prostopadle do jego przebiegu. Ściany wąwozu wyglądają stąd szczególnie imponująco.
Na dół schodzimy ścieżką prowadzącą do żółtego szlaku i tym żółtym szlakiem wracamy na parking.
punkt widokowy z tyrolką widziany z dołu
Idziemy do restauracji Terasa oferującej tradycyjną rumuńską kuchnię, czyli m.in. zamówione przeze mnie mici z frytkami oraz sałatką z pomidorów i ogórków.
Wąwóz Turda to ciekawe miejsce do zwiedzania i niech was nie zrażają „brudne" wody płynącej przez niego rzeki. Niemniej żeby w pełni poczuć wielkość i rozmach tego wąwozu, o wymiarach niespotykanych w Polsce, trzeba koniecznie połączyć przejście jego dnem z wycieczką po jednej z jego dwóch krawędzi - osobiście proponuję południową. Bez tego zwiedzanie będzie według mnie niepełne.
Sebastian Słota











































Komentarze
Prześlij komentarz