Sub Piatra i Dumesti, czyli rumuńska zwyczajna niezwyczajność

To wycieczka bez wyraźnego celu górskiego, nawet nie będziemy zdobywać żadnego konkretnego szczytu, niemniej zapowiada się jako ekscytujące przemierzanie rumuńskich odludzi. Będą szlaki, po których nikt nie chodzi, będą pozaszlaki, będzie nawet odcinek bezścieżkowy, będzie fajnie i będzie co wspominać na starość.
Wycieczka jest w duchu wiejskim, pasterskim, monastyrowym, skałkowym i łąkowym na dodatek. Po prostu piękno Rumunii w pigułce.
Z uwagi na fragment bezścieżkowy mapa jest w dwóch częściach, z których pierwsza jest jednak ważniejsza.


 
Jedziemy tam z miejscowości Poiana Aiudului, gdzie śpimy. Dojazd na miejsce zajmuje ok. 50 minut, a po przejechaniu przez Rimeteę droga prowadzi nas przeważnie zalesioną i pustą doliną rzeki Aries. Parkujemy samochód przed miejscwością Salciua de Jos w miejscu oznaczonym na mapie jako przystanek kolejowy Haita Salcuia, przy drodze jest tam duża i pusta zatoczka parkingowa.
Przechodzimy przez chybotliwy most wiszący na rzece Aries i zagłębiamy się w przyrodę. Wokół nas łąki, poła, zabudowania gospodarcze. Pasą się krowy, konie leżą swobodnie przy ścieżce. Leżący w cieniu ciemny źrebak na szczęście okazał się zdrowy, o czym mogliśmy się przekonać w drodze powrotnej, gdy raźno hasał sobie w tym miejscu. Przed nami widok na urwiska masywu Bedeleu, który po tej stronie opada stromymi ścianami skalnymi o wysokościach dochodzących do 250 metrów, podczas gry po drugiej stronie łagodne łąki prowadzą wprost do wsi położonych na południe od Rimetei.
Na pierwszym planie dom, którego wieżyczka zdradza siedmiogrodzkie inklinacje, a za nim masyw Bedeleu.
Wiejskie klimaty, jakich w Polsce coraz mniej.
Padalec - miejscowa fauna, nie tylko konie, krowy i owce.
Po przejściu mostka na niewielkim potoku ścieżki rozwidlają się - czerwony szlak prowadzi nieco okrężną drogą pod wodospady Cascada Sipote, a żółty prowadzi prosto do góry. Przegapiamy w pierwszej chwili ten żółty szlak i trochę błądzimy po łące usiłując znaleźć właściwą ścieżkę. Szukając drogi wychodzę na ładną widokową polanę - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, tymczasem moje towarzyszki schodzą niżej. Tam spotykają grupę rumuńskich turystów, jak wynika z rozmowy prowadzonej po angielsku - obeznanych z tutejszymi górami. Ja dołączam po chwili.
Na nasze stwierdzenie że chcemy iść żółtym szlakiem odpowiadają, że nie polecają, bo jest z nim problem. Pytam, czy może chodzi o jakieś wiatrołomy albo zrywkę drewna, odpowiadają że nie. Chodzi o oto, że szlak jest kiepsko oznaczony, ale ścieżka jest. To fakt, przekonaliśmy się o tym przed chwilę. 
Niemniej jest to fakt, a nie problem, przynajmniej dla mnie, choć nie wyklucza poszukiwań właściwej drogi, o czym się już przekonaliśmy. Używając swego autorytetu oraz nawigacji w komórce pewnie prowadzę naszą małą grupę na tę polanę, na której byłem już wcześniej. Można w spokoju zrobić zdjęcia, bo warto.
Na końcu polany idąc na azymut odnajdujemy początek sporej, szerokiej ścieżki prowadzącej do góry. Jest dobrze. Po przejściu dość stromego, ale krótkiego odcinka leśnego wychodzimy na otwartą przestrzeń. Wokół nas widok na okoliczne góry, a tuż przy szlaku dwie mocno już podniszczone chatki pasterskie, jedna z dachem ze słomy, a druga, z mocno już zapadniętą dachówką. Z pewnością dawno już z nich nikt nie korzystał. Wnętrze również niespecjalnie nadaje się do biwakowania.
Idziemy dalej, póki co właściwą drogą. Jest trochę lasu, trochę otwartej przestrzeni, trochę ścieżek, którymi wystarczy wyjść parę metrów w górę by poszerzyć sobie horyzonty, tyle że trzeba te ścieżki wcześniej zauważyć i docenić.
 
skalne ściany masywu Bedeleu

w dole wieś Salciua de Jos

Dochodzimy do pierwszej kulminacji wysokości na zakręcie żółtego szlaku. Teraz mamy zejść czerwonym szlakiem w dół do monastyru Sub Piatra.
 
w dole monastyr Sub Piatra

po lewej szczyt bezleśny Citera Lespedarului

Trochę błądzimy i gubimy szlak po raz drugi i ostatni, choć niewiele - wszystko w ramach tolerancji typowej dla takich wędrówek, nie ma żadnego problemu.
Zejście w dół tonie w kwiatach i zieleni. W dodatku póki co nie widać wiele zabudowań, czuje się lekkie „oderwanie" od reszty świata. Ścieżka jest nikła, czasem w ogóle znika, czasem jedynym jej śladem jest tylko niższa trawa. Widać, że szlak jest bardzo mało uczęszczany. Takie miejsca lubię wyszukiwać na mapach, dla takich miejsc chodzę w góry, takie miejsca dają mi najwięcej satysfakcji z wędrówki. Nie Rysy i Orla Perć.

Dzisiejszy kącik botaniczny cz. 1.
Tak tu wygląda ścieżka.
Czasem zupełnie znika, w zasadzie jej jedynym śladem jest tylko niższa trawa.
Ale to jeszcze nic. Wiem z wiarygodnych źródeł, że szlaki zejściowe tutaj z płaskowyżu Bedeleu są jeszcze bardziej pozarastane i nieprzetarte, że tu w porównaniu z nimi to jest sielanka. Zobaczcie jak wygląda żółty szlak, który sprowadza w te rejony z masywu Bedeleu. Zdjęcie od kolegi:
Przed monastyrem nieco zabudowań: kilka domów i domków, jakieś szałasy. Jest nawet prowizoryczny z wyglądu domek letniskowy, nawet z ogrodzonym ogródkiem. Klimat górskiego przysiółka.
Do monastyru można dojechać samochodem wprost ze wsi Salciua de Jos, co pewnie praktykują tutejsi wierni. Prowadzi tam droga doliną po lewej stronie. Na horyzoncie widać skały Scarita Belioara - kolejnego ciekawego miejsca w górach Trascau.
Cerkiew w tym monastyrze wygląda współcześnie i raczej została wzniesiona w XX wieku. Jej pomalowana na biało bryła jest dość standardowa, ale skrywa ona niezwykle piękne wnętrze, pełne wysmakowanych malowideł i fresków utrzymanych w klasycznym prawosławnym stylu.
Obok stoi mała drewniana świątynia pod wezwaniem św. Paraskiewy wzniesiona w końcu XVIII wieku w miejscu dawnej pustelni. Jest zbudowana z drewna jodłowego, dach kryty gontem zwieńcza prostokątna dzwonnica, a całość dokładnie nawiązuje do kształtu typowych transylwańskich drewnianych kościołów.
Teraz kolejne leśne podejście. Po lewej stronie widać dużą jaskinię Huda Lui Papara. Prowadzi do niej odnoga szlaku, a przez samą jaskinię przepływa potok, więc jej zwiedzanie wymaga przygotowania, znalazłem też informacje, że jest ona w ogóle niedostępna. Odpuszczamy, ale przechodzimy przez mostek na owym potoku.
Wychodzimy na skrzyżowanie dróg pod szczytem Piatra Bedelaului. Prowadzi tu szutrowa na tym odcinku droga z Bradesti do Salciua de Jos, która nawet w tym miejscu jest przejezdna dla typowego samochodu osobowego. Przejeżdża tu co jakiś czas jakaś osobówka, ale naprawdę bardzo rzadko. Można obejrzeć za to monastyr z góry.
Droga prowadzi do Dumesti. O tym miejscu za chwilę, na razie znowu schodzimy łąkowymi ścieżkami do punktu widokowego nad wodospadem Vanatarile Ponorului.
Wody tego wodospadu spływają z kilkudziesięciometrowej wysokości do leja krasowego i znikają w podziemiach wpływając bezpośrednio do systemu jaskiniowego Huda lui Papara (tego, którego ujście widzieliśmy wcześniej). Można go oglądać z drewnianej platformy widokowej umieszczonej mniej więcej na wysokości połowy wodospadu.
Wracamy do drogi. Przed nami Dumesti, kolejne miejsce niezwykłe na naszej dzisiejszej wycieczce.
Dumesti to niewielka wieś położona na górskich zboczach nad miejscowością Salciua de Jos, na obrzeżach której zaczynaliśmy naszą wycieczkę. Wieś tworzą rozrzucone w terenie domy, w których wg danych z 2011 roku zamieszkiwało 58 osób. Ile mieszka teraz, to chyba tylko Bóg raczy wiedzieć. 
Ale nie te wiejskie domy stanowią o niezwykłości miejsca, lecz rozrzucone na wzgórzach nad wsią liczne dawne chatki pasterskie, obecnie już niezamieszkałe i będące jedynie składnikiem krajobrazu. Podobną chatkę widzieliśmy już na samym początku wycieczki, tu jest ich więcej, a w połączeniu z pięknym górskim otoczeniem tworzą miejsce niezwykłe i fotogeniczne. Można tu wyjechać samochodem, ale nie ma tłumów turystów, raptem kilka aut. Miejsce jest znakomite na wschody słońca i mgliste poranki, o czym można się przekonać wpisując w wyszukiwarkę internetową nazwę „Dumesti".
Krajobraz jest bardzo zróżnicowany, choć ogólnie tonie w zieleni. Mamy zarówno urwiska skalne, jak i łagodne pagórki.
Niestety w jednym miejscu widok psuje powstały tu obiekt, prawdopodobnie apartamenty do wynajęcia. Choć jest nawet sensownie wkomponowany w otoczenie, to ilość zużytej kostki brukowej kłóci się dla mnie z tym miejscem i przywodzi na myśl najgorsze doświadczenia z gęstniejącą zabudową polskich gór. Niemniej dobrze, że to tylko jeden taki budynek i może tak zostanie.
Spod tych chatek schodzimy bezszlakowo do Salciua de Jos. Ścieżka jest wiejsko-przysiółkowa, prowadzi wzdłuż łąk, dzikich sadów owocowych, domków w różnym stanie, kwiatów i bujnych zarośli. W pewnym momencie droga się kończy i aby dotrzeć do kolejnej, która sprowadzi nas na dół, musimy nieco pokluczyć bezścieżkowo. Po wykonaniu paru zygzaków natrafiamy na początek nowej drogi, którą schodzimy pod widziane rano zabudowania zamykając pętlę.
Dzisiejszy kącik botaniczny. cz.2
Wracamy już pomiędzy wiejskie zabudowania.
Na koniec czeka nas mała niespodzianka. Gdy dochodzimy do mostku na rzece Aries tuż przed parkingiem, to widzimy, że stoi na nim duży czarny pies, jakiś mieszaniec wilczuropodobny i patrzy się nas. Idę pierwszy i macham groźnie kijkiem trekkingowym w stronę psa. To wystarcza, by zszedł z mostku, ale stoi przy ulicy i patrzy się na nas, jak pakujemy się do auta. Po chwili znika w zaroślach. Na mój gust to był dziki pies, który czekał, aż rzucimy mu coś do jedzenia.
Niezwykła była to wycieczka po rumuńskich górach, choć nie zdobyliśmy żadnego szczytu. Zdobyliśmy niemniej całe mnóstwo niezapomnianych wrażeń. Choć trasa nie na mapie nie wygląda tak spektakularnie jak odwiedzona dwa dni temu Skała Szeklerska (Piatra Secuiului), to jej przebieg jest dla mnie niezwykle interesujący, a fakt chodzenia po słabo uczęszczanych ścieżkach i pewna doza eksploracji jak zawsze u mnie dodała wycieczce tylko atrakcyjności. Oby więcej takich wycieczek.

Sebastian Słota

Komentarze

TOP 5

Na Tuł Szlakiem Cisownickim