Rimetea i Poiana Aiudului
Dwie rumuńskie wsie położone w Górach Trascau. Pierwsza to najbardziej znana
miejscowość w tych górach, druga była naszą bazą noclegową podczas naszych
wakacji tutaj. Rimetea to niezwykle malowniczo położona wieś u stóp Piatra
Secuiului (Skały Szeklerskiej), bardzo charakterystycznej góry wznoszącej się
po jej wschodniej stronie.
1. Rimetea
Góra ta wraz z sąsiednimi szczytami tworzy grzebień o wysokości ponad 1100
metrów npm., czyli około 600 metrów nad wsią. Wycieczce na Skałę Szeklerską
poświęcę osobną relację, bo była to jedna z moich kilku najlepszych górskich
wycieczek, na pewno w moim TOP 5, natomiast dziś skupię na samej wsi.
Rimetea to miejscowość powstała w XIII wieku, gdy odkryto w jej okolicy
pokłady złota. Bogate złoża sprzyjały rozwojowi osady, zamieszkałej głównie
przez osadników węgierskich, niemieckich i austriackich. Pod koniec XIX złoża
zaczęły się wyczerpywać, a Rimetea stała się osadą rolniczą, obecnie żyje też
z turystyki.
Wg danych z 2011 roku wieś zamieszkuje niecałe 600 osób, z czego 80% to
węgierskojęzyczni Szeklerzy. To grupa etniczna zamieszkująca wschodnią część
Siedmiogrodu. Ich pochodzenie etniczne nie jest do końca zbadane, pojawiają
się teorie o dziedzictwie węgierskim, tureckim czy wołoskim. Na co dzień
Szeklerzy posługują się językiem węgierskim, a współcześnie identyfikują się z
narodowością węgierską, być może w opozycji w stosunku do Rumunów i w chęci
zachowania odrębności i własnej tożsamości.
Wieś posiada typowy układ dla wsi Siedmiogrodu ze zwartą zabudową kolorowych
domów o bryle typowej dla tego rejonu. W centralnej części wsi na jednej ulicy
została zachowana tradycyjna nawierzchnia z kamieni, część domów funkcjonuje
jako hotele lub apartamenty do wynajęcia, znajdują się dwie świątynie:
prawosławna i ewangelicka, restauracje, kilka stoisk z gastronomią, sklep
spożywczy (kiepsko zaopatrzony) oraz sklepy z pamiątkami i rękodziełem.
Turystów jest mało, w ogóle podczas naszego pobytu w górach Trascau spotykamy
symboliczną liczbę turystów. Pierwszym wyjątkiem jest Wąwóz Turda, a drugim
jest tutejszy długi weekend przypadający na prawosławne Zielone Świątki, które
w Rumunii są świętowane przez dwa dni - w roku 2026 przypadają 31 maja
(niedziela) oraz 1 czerwca (poniedziałek), ponadto w Rumunii 1 czerwca, czyli
Dzień Dziecka, również jest wolny od pracy. W czasie tego długiego weekendu w
Rimetei trwa festyn kulturalny, wszystkie miejsca noclegowe są zajęte, a
pobocza drogi prowadzącej przez wieś zapełniają się samochodami. Niemniej w
ogóle nie przekłada się to na miejscowy ruch turystyczny w pobliskich górach.
Dziś zwiedzamy Rimeteę i idziemy na punkt widokowy nad wsią. Wykorzystujemy na
tę wycieczkę dzień słabszej pogody, bardziej słoneczną zostawiając sobie na
stricte górskie wycieczki.
Rozpoczynamy krótki spacer czerwonym szlakiem prowadzonym pod górę
Ardascheia. Po wyjściu nad obszar zwartej zabudowy ukazuje się nam grzbiet
Skały Szeklerskiej w całej okazałości, z malowniczo przycupniętą u jej stóp
wsią. Wokół tereny pasterskie. Dodatkowo pierwsza ławeczka na szlaku.
Czerwony szlak skręca w lewo. Mijamy stary kamper pełniący funkcję chatki
noclegowej. Kamper raczej już nie jeździ, o czym świadczą jego pomalowane na
zielono opony. Pytam mieszkanki, czy mogę zrobić zdjęcia kamperowej chatki.
Zgadza się, ale zamyka drzwi i chowa się w środku.
Jeszcze jeden skręt w lewo. Zbaczamy ze szlaku, idziemy ścieżką na punkt
widokowy nad cmentarzem. Stoi tu druga ławeczka, a widok na okolicę jest
pierwszorzędny, choć nad nami wiszą groźnie wyglądające (za to fotogeniczne)
chmury. Na szczęście nie przesłaniają one gór.
w dole Rimetea
widok na południe
Skała Szeklerska (Piatra Secuiului)
Ardasheia
po lewej Plesii (1250 metrów npm.), po prawej Piatra Bunatului
druga ławeczka
dwie świątynie w Rimetea
zabudowa Rimetei
Choć kusi możliwość skrócenia drogi powrotnej i zejście prosto w dół pod
cmentarz, grzecznie wracamy do wsi tą samą drogą.
Robimy skromne zakupy w skromnie zaopatrzonym sklepie spożywczym oraz pijemy
kawę w jednym z czynnych bufetów (nie wszystkie są dziś otwarte). W
międzyczasie oglądamy wieś.
Strada Piacsor - główny plac Rimetei
Strada Felso - ulica brukowana kamieniami
kapliczka rzymskokatolicka w przyziemiu domu
księga liturgiczna po węgiersku
kiosk gastronomiczny - menu po węgiersku i rumuńsku
Duna Haz - centrum kultury społeczności węgierskiej
dwujęzyczne drogowskazy turystyczne - po rumuńsku i węgiersku
cerkiew prawosławna
kościół unitariański
2. Poiana Aiudului
Na tle Rimetei miejscowość ta, podobnie jak inne zlokalizowane w okolicy
(Coltesi, lzvoaerele czy Valisoara) niczym specjalnym się nie wyróżnia. Jest
zbiorowisko domów, lokalna knajpa o dość podłym wyglądzie, sklepu nie ma, za
to jest cerkiew z cmentarzem.
Niemniej jest ona dla nas bardzo ważna w kontekście rumuńskich wakacji, gdyż w
jej górnej części znajdują się domki kempingowe, w których śpimy podczas tej
części wakacji. Przybytek z tymi domkami nazywa się POPAS 8 ODAI i składa się
z siedmiu dwu- lub trzyosobowych drewnianych domków oraz jednego wspólnego
pomieszczenia, w którego skład wchodzi kuchnia z zapleczem sanitarnym i
tarasem.
Drewniane domki są urządzone skromnie, ale wystarczająco: jest łazienka (woda
jest ogrzewana bojlerem, więc trzeba ją oszczędzać przy kąpieli), łóżka, duża
komoda z trzema szufladami oraz lodówka. Dodatkowa duża lodówka oraz dwie
ubikacje znajdują się w kuchni. W każdym domku jest zamontowana klimatyzacja.
Domki są niewielkie, ale to nie ma znaczenia, bo poza spaniem całe życie toczy
się tutaj poza nimi. Przed domkami są małe stoliki z krzesełkami, wiszą też
hamaki. Kuchnia jest duża, jest dużo miejsca przy stołach, zarówno wewnątrz,
jak i na zadaszonym tarasie, gdzie można skorzystać z dwóch grillów: węglowego
1 gazowego. Oprócz tego jest otwarta część tarasu z leżakami, uroczym
stolikiem pod jabłonią oraz dwoma jacuzzi. Kuchnia jest świetnie wyposażona,
mamy dostęp do pełnej gamy kuchennych sprzętów, w tym ekspresu do kawy (kawa
ziarnista jest do dyspozycji).
Za noclegi tutaj w trzyosobowym domku płacimy ok. 390 zł za domek na jedną
noc. Korzystanie z jacuzzi jest dodatkowo płatne i to niemało, ok. 200 zł za
jedną wannę. Z jacuzzi nie korzystamy, choć znajdują się inni chętni.
hamak
jadalnia kuchenna
wyposażenie kuchni
stolik wkomponowany w drzewo
jacuzzi
stół na tarasie, z tyłu dwa grille
Wielkim atutem ośrodka Popas 8 Odai, jest jego położenie - w górnej części
wsi, z pięknym widokiem na otaczające góry, w tym Wąwóz Valisoarei widoczne
wprost z tarasu. W pierwszy dzień pobytu tutaj wstaję o świcie, by
delektować się pięknem tego widoku. Na wschód słońca nie ma co liczyć,
słońce relatywnie późno wysuwa się znad okolicznych gór (analogicznie jest z
zachodem), ale świt też jest bardzo przyjemny.
Podczas buszowania w trawie przed tarasem zapoznaję się z miejscowym
pieskiem. To husky, który nie wygląda na dzikiego, jest zadbany, czysty i
niegroźny. Próbuję go namówić do pozowania, nawet mi to wychodzi. Okazuje
się później, że jest to pies z domu po drugiej stronie ulicy.
W inne dni również fotografuję widoki na wąwóz, bo aurę mamy zmienną, a
miejsce jest bardzo fotogeniczne.
Idę też, korzystając z bytności tutaj, obejrzeć tutejszą cerkiew i cmentarz.
We wsi ciężkie od owoców drzewa czereśniowe.
cerkiew
cmentarz
po lewej Pensiunea Bodrogeni, po prawej Popas 8 Odai
Tuż obok naszego ośrodka znajduje się podobny, też na bazie bardzo podobnych
domków i dużego pomieszczenia wspólnego - Pensiunea Bodrogeni. Wydaje się
nam, że jego zaletą jest fakt posiadania przezeń restauracji. Idziemy tam
raz, ale nie na obiad, lecz na klasyczny rumuński deser - papanasi. To
rodzaj dużego pączka (my dostajemy go smażonego na głębokim tłuszczu, jak
polskie pączki), obficie polanego śmietaną i dżemem lub sosem owocowym. To
strasznie słodka bomba kaloryczna. Niestety, choć w restauracji dużego ruchu
nie ma, na nasze papanasi czekamy aż 45 minut. Drugiej wizyty w tym
przybytku już nie planujemy.
Popas 8 Odai jawi mi się jako oaza spokoju i
relaksu. Niezwykłe miejsce - sam pobyt putaj był niezwykłym doznaniem. Pewnym minusem jest położenie na uboczu, dość
dalekie od Rimetei, ale poza tym są same plusy mieszkania tutaj. 9 dni tu
spędzone będę bardzo dobrze wspominał.
Sebastian Słota




























































Komentarze
Prześlij komentarz