27 grudnia 2018

pewnego poranka w Tyńcu

subtelne malowanki mgłą



Klasztor Benedyktynów w Tyńcu oraz nadwiślańskie łąki po jego drugiej stronie to jedne z charakterystycznych miejsc widokowych w Krakowie, mocno obfotografowanych o każdej porze roku i o każdej porze dnia i nocy. Nie ma się co dziwić, bo naprawdę jest tam bardzo ładnie. Lubię jeździć do klasztoru w Tyńcu, ale lubię też przejechać się do Piekar na drugą stronę Wisły, skąd pięknie widać położony na wysokiej skale klasztor. Szkoda, że nie można się łatwo przedostać z Tyńca na drugą stronę Wisły, jeszcze w latach osiemdziesiątych funkcjonował tu prom, który przewoził przez tę rzekę nawet samochody. Po zmianach ustrojowych oraz wybudowaniu stopnia wodnego „Kościuszko" prom został zamknięty, ale słyszałem zapowiedzi jego reaktywacji. Nowy prom miałby służyć turystom i rowerzystom. Fajnie by było, gdyby powstał, można by się łatwo przemieścić między obydwoma brzegami Wisły.

Kilkaset metrów na południe od klasztoru po drugiej stronie Wisły znajduje się świetny punkt widokowy na okolicę, położony na szczycie skałki znajdującym się kilkanaście metrów nad poziomem Wisły. Jest to miejsce powszechnych pielgrzymek fotografów, próbujących uchwycić piękno tego miejsca, w szczególności w anturażu porannych mgieł, jakże częstych w tym miejscu. I ja spróbowałem podejść do tematu i wybrać się w to miejsce na wschód słońca. Sprawdziłem prognozę pogody, duże zamglenie w sobotni poranek, można jechać,

W centrum Krakowa przed świtem ani śladu mgieł, ale już w Przegorzałach wjechałem w gęste „mleko", w Piekarach było podobnie. Ustawiłem się przed świtem ze sprzętem na skałce, w towarzystwie podobnego mi pasjonaty (pozdrawiam, kimkolwiek jesteś) i rozpoczęliśmy oczekiwanie. Niestety, mgła okazała się być zbyt gęsta, nie było przez nią widać klasztoru.

klasztor za mgłą

kiepsko

w oczekiwaniu na warunki

Podjąłem decyzję, żeby zejść ze skałki i udać się na brzeg Wisły, bezpośrednio po drugiej stronie klasztoru. Tam powinna być lepsza widoczność, I ta decyzja okazała się słuszna. Choć mgieł było sporo, to w tym miejscu udało mi się złapać sporo „klimacików". Tak przy okazji tego poranka, to uświadomiłem sobie, że na następny taki poranny plener muszę zainwestować w kalosze. Wprawdzie miałem na sobie trekkingowe buty, ale w porannej rosie całe nogawki spodni były przemoczone.





























Co ciekawe, oprócz dwóch fotografów spotkałem o poranku przy brzegu Wisły mnóstwo wędkarzy, którzy w tej Wiśle łowili ryby i o dziwo, coś tam udało im się złowić. Największe zaskoczenie przeżyłem, gdy zobaczyłem parę wędkarzy, którzy sprawiali właśnie złowione trzy ryby, każda o długości ok. 30 cm, z zamiarem ich usmażenia i jedzenia (obok stała przygotowana do rozpalenia kuchenka gazowa). Czyżby woda w Wiśle w Krakowie była na tyle czysta, że złowione w niej ryby nadają się do zjedzenia?



Magia poranka zadziałała po raz kolejny. Mgły dały pewną subtelność i miękkość zdjęciom z tego dnia.

Sebastian Słota


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz